niedziela, 6 grudnia 2015

"Las zębów i rąk" + Wielki Powrót!

   Hmm... nie oszukujmy się, nie było mnie dosyć długo. Za bardzo skupiłam się na szkole. W sumie zatęskniłam za blogiem i książkami. Nie zrozumcie mnie źle, bo książki czytam nadal, ale o recenzjach mogłam zapomnieć przez minione miesiące. Nie mogę obiecać, że posty pojawią się częściej, bo nie wiem jak dalej będzie z moją szkołą i życiem prywatnym.

   Druga sprawa to już sedno tego posta. W wakacje wygrałam książkę w małym konkursie wydawnictwa Papierowy Księżyc. Las zębów i rąk doszedł do mnie wraz z pierwszym Września! Eh, dostałam jeszcze latem, piszę w Mikołajki.No właśnie! Mikołajki! Życzę wszystkim wspaniałych świąt spędzonych z rodziną, dobrego karpia i niezapomnianego sylwestra! I oczywiście więcej książek na półkach.
Nie powiem, był to świetny wybór i dziękuję wydawnictwu za tak wspaniałą okazję! Wypadałoby już przejść do recenzji. No to nie zwlekajmy!



        Tytuł oryginału: The Forest of Hands and Teeth
        Autor: Carrie Ryan
        Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
        Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
        Data wydania: 20 kwietnia 2011r.
        Liczba stron: 350



Czym jest ocean? Czy to wielki zbiornik wodny, a może marzenia, które zbierają się nam w głowie kiedy w naszym życiu jest gorzej? Mary, główna bohaterka żyje w wiosce, która jest dosyć... zacofana? Trudno to tak nazwać. Wszem i wobec oświadczyć można, że świat opanowały... zombie. Rozumiem. Zombie to nie były, na potrzeby książki zarażeni dziwną infekcją ludzie umierali i przechodzili przemianę rodząc się na nowo jako Nieuświęceni. Od początku widziałam w nich zombie. Gnijący ludzie, bo inaczej tego nazwać nie można, "żyli" w lesie odseparowani od ludzkości siatką, która pewnego dnia zostaje zerwana...


No tak, typowe prawda? Można było się tego spodziewać. Książka dostarczała wiele emocji, chociaż jest dla ludzi o mocnych nerwach. Czyli oczywiście dla mnie! Mam na myśli opisy przemian. W wielu recenzjach spotkałam się ze stwierdzeniem, że były niepotrzebne i lepiej je ominąć. No cóż, właśnie one nadawały książce dreszczyku.

Kolejna rzecz to wątek miłosny. Co by było gdyby go zabrakło? No byłoby lepiej. Przez bardzo pokręconą miłość Mary, nie można skupić się na powadze sytuacji i niebezpieczeństwie jakie panowało na świecie. Jeden kocha Mary, ona kocha drugiego... nie chcę porównywać, ale poczułam taki niesmak jak przy Zmierzchu. Chociaż nie ukrywam, były momenty urocze i wzruszające.

Cenię sobie autorkę za wyzwanie przed jakim stanęła, żeby napisać tę książkę. Brakowało mi jednak zadziorności w bohaterach. Byli przeciętni, nikt nie się nie wyróżniał tak jak tego oczekiwałam. Podobnie jak w większości książkach o tej tematyce. Nie rozumiem również wątku z jedną Nieuświęconą, która była opisana jako szybsza, silniejsza. Okej, może miało to znaczyć, że trzeba być silnym w takich sytuacjach? Nie wiem, jednak ten wątek tak jak miłosny, był tu niepotrzebny.

Język? Tutaj przyczepić się nie mogę. Przyjemnie się czytało, opisy nie zanudzały, chociaż było ich dużo. Tak jak mówiłam, przemiany opisane świetnie. Chyba to najlepsze co mogło być w tej książce. Żeby nie wyjść na taką co wszystko źle ocenia, muszę pochwalić mojego ulubionego bohatera (tak, był taki!!!), którym był pies Mary. I to jego było mi najbardziej szkoda w tej całej katastrofie zombie. Dlaczego? O tym też już wspomniałam. Bohaterowie byli zbyt przeciętni i nie czułam przywiązania i współczucia ich losowi.

Jeszcze muszę wspomnieć o oprawie graficznej. To właśnie ona w jakimś stopniu sprawiła, że chciałam tę książkę przeczytać. Z jednej strony las i zniszczenie, z drugiej ocean, który był... celem Mary. Nie wiem jak sytuacja potoczy się w kolejnych częściach trylogii, ale mam nadzieję, że będzie lepiej i to motywuje mnie to sięgnięcia po kolejny tom.

Podsumowując....
Mimo wielu wad, polecam Las zębów i rąk moim znajomym. Uważam, że czasem warto przeczytać coś luźnego i oderwać się od szarej rzeczywistości. Myślę, że pani Carrie Ryan ma w sobie "to coś", a ta książka to tylko wyjątek i reszta jest o wiele lepsza!



piątek, 14 sierpnia 2015

"Gra w kłamstwa" Sara Shepard

Okładka książki Gra w kłamstwa
   Gdyby nie to, że słyszałam o serii Pretty Little Liars nigdy nie sięgnęłabym po Grę w kłamstwa. Nie wiem dlaczego, ale mam w naturze taki nawyk, że gdy wszyscy polecają mi autora i jego najlepsza książkę bądź serię, ja zaczynam przygodę z pisarzem od zupełnie innych jego dzieł. Tak też było z Grą w kłamstwa. Nie przeczytałam jej dlatego, że spodobał mi się opis z okładki, tematyka mówienia prawdy czy kłamania dla uratowania życia, tajemnicy lub życia zwykłych i bogatych nastolatek... nic z tych rzeczy! Bardziej zainteresowało mnie to, ze książki Pretty Little Liars oraz The Lying Game zostały napisane na podstawie wspomnień z lat szkolnych autorki. Lubię fikcję, która ma swoje sedno w rzeczywistości. Nasza autorka jest mistrzynią w pisaniu powieści kryminalnych dla młodzieży.

   Nie znam osoby, która nie mając bliźniaka nie zastanawiałaby się jakie to uczucie. Może to fantastyczne, że istniałaby osoba taka jak my, a może to okropne, bo nie bylibyśmy już tacy nietypowi i niepowtarzalni? Emma, główna bohaterka z pewnością wybrałaby tę pierwszą opcję. Gdy była mała, mama zostawiła ją u przyjaciółki i już nie wróciła. Od tego czasu biedna tuła się z rodziny do rodziny zastępczej. Nie zaznała miłości od rodziców jaką dostało prawie każde dziecko. Pewnego dnia pojawiła się dla niej iskierka nadziei. A nawet cały płomień! Dowiedziała się o swojej bliźniaczce. Czy to nie cudowne? Po tylu latach dowiedzieć się o tym, że ma się rodzeństwo. Sutton, bo tak miała na imię, poszczęściło się bardziej niż Emmie. Zaadoptowała ją rodzina bez problemów finansowych, pokochali ją jak własną córkę. Poznała najlepsze przyjaciółki. Emma myśląc, że jest to dla niej szansa wyruszyła na spotkanie z siostrą. Nie przewidziała jednak tego, że na miejscu może nie być Sutton. Została wplątana w najtrudniejszą wersję Gry w Kłamstwa. Zmuszona Emma, musi udawać Sutton Mercer.

,,Najgorsze w byciu martwym jest to, że niczego już nie przeżyjesz.
Nigdy więcej nie pocałujesz chłopaka.
Nigdy więcej żadnych sekretów.
Nigdy więcej plotek z dziewczynami.
Chciałam dostać coś, czego nikt inny jeszcze nie otrzymał – drugie życie.
Dzięki Emmie, mojej zaginionej siostrze bliźniaczce, mam na to szansę."

   Skoro nie ma Sutton tam gdzie powinna być to gdzie jest? Przy Emmie. I to w najgłębszym znaczeniu. Tak blisko, że nikt jej nie widzi, nie słyszy i nie czuje. Jest martwa. Bez wspomnień. Widzi to co Emma, odczuwa to co ona i stopniowo odzyskuje wspomnienia. Nadchodzi chwila kiedy to Emma dowiaduje się o zamordowaniu bliźniaczki.

,,Śpij zawsze z jednym okiem otwartym. Nie daj się zwieść pozorom. Twoje najlepsze przyjaciółki mogą być twymi najgorszymi wrogami."

   Nowy sezon Gry w Kłamstwa się rozpoczął. Czas dowiedzieć się kto zabił Sutton. Emma nie może kierować się przywiązaniem siostry do niektórych osób. Zabójcą może być każdy. Od zwykłego przechodnia po członka rodziny zastępczej dziewczyny. Nie można ufać pozorom. 

,,Nie sądzę, żeby ktokolwiek z nas był normalny, wiesz? Wszyscy mamy jakieś mroczne sekrety."

   A jakby tak komuś powiedzieć prawdę? Kto uwierzy w bajeczkę o zaginionej siostrze? Bujdy! Pojawia się Ethan. Podejrzewa, że coś jest nie tak. Staje się jedyną godną zaufania osobą. Emma wyznaje mu całą prawdę. Jeżeli szukacie dobrego wątku miłosnego to nie martwcie się. Pani Shepard zadbała o wszystko!

   Mogłabym rzec, że nie przemawiają do mnie książki o bogatych nastolatkach, ale to jest zupełnie coś innego! Gra w kłamstwa wywraca codzienny świat do góry nogami. Pokazuje jacy są ludzie i, że tak naprawdę nie powinniśmy ufać nikomu. Tak jak już zacytowałam wcześniej "Śpij zawsze z jednym okiem otwartym. Nie daj się zwieść pozorom. Twoje najlepsze przyjaciółki mogą być twoimi największymi wrogami". Sami zdecydujcie czy dołączycie do Gry w Kłamstwa.

środa, 12 sierpnia 2015

Tożsamość Anioła - L.H. Zelman

   Cześć!
Jak mijają wam wakacje? Nie brakuje wam książek? Ja muszę się przyznać, że ostatnio bardziej zatopiłam się w serialach niż książkach. Mam na myśli American Horror Story oraz Sabat. Nie zmienia to faktu, że coś tam w przeczytałam. Bez zbędnego przedłużania przejdźmy do sedna tego postu



   Do tej pory nie lubiłam zbytnio polskich autorów. Muszę się przyznać, że gdy kupowałam tę książkę inicjały nic mi nie mówiły i sądziłam że to kolejny, zwykły, amerykański pisarz. Szukając czegoś w internecie natknęłam się na imiona Lidia Helena Zelman. "Coś mi tu zajeżdża Polską" - to były słowa, które powiedziałam od razu. Po przeczytaniu nie mogłam nadal uwierzyć, ze pani Zelman jest polką!

   Główną bohaterkę, Andreę Volton poznajemy podczas drugiego semestru uczelni, na którą uczęszcza. Mieszka w kampusie i dzieli pokój wraz z Carmen. Dziewczyny nieco się od siebie różnią. Carmen jest piękna, bogata, chłopcom miękną kolana na jej widok. Andrea zaś nie chodzi na imprezy, nie ma chłopaka ani powalającej urody. Woli skupić się na nauce. Poza szkołą pracuje w fundacji HOPE i pomaga starszym, schorowanym ludziom w domu spokojnej starości. Wydawać by się mogło, że wszystko potoczy się naturalnie, ale w pewnym momencie do życia nastolatki wkracza Kaspar Legrand. Najprzystojniejszy, wszyscy go słuchają, z klasą... nie można pominąć faktu, że rywalizuje z Andreą i miano najlepszego ucznia w szkole. Chyba nie muszę mówić że między nimi pojawia się iskra, bo co to by była za książka bez nieatrakcyjnej kujonki i nieziemskiego chłopaka. Od pierwszych stron irytowało mnie to, że dziewczyna jest tak mało asertywna i tak łatwowierna. Kaspar od razu zaczyna dawać jej znaki, że mu się podoba. Miałam odłożyć książkę, ale coś mnie tchnęło, żeby czytać dalej. I to było najlepsze co mogłam zrobić. Trochę męczyłam się czytając jak Carmen wrabia Andreę w imprezę, na której oczywiście ma być Kaspar, wielka miłość, bla bla bla! Z natury dążę do celu i jak zacznę czytać to muszę skończyć... wreszcie zaczyna się coś dziać! Carmen, jej przyjaciółka Barbs, Kaspar i paru innych znajomych zabierają Andreę na wycieczkę w góry. Tam jakby z nieba spadł tajemniczy, mroczy i demoniczny sen. Dziewczyna podejrzewa, że opętał ją demon. Jednak czy to faktycznie demon? Ciekawość Andrei prowadzi do poznania swojej prawdziwej tożsamości i powodu bycia na Ziemi. 


   Jak już wspomniałam nie podobało mi się jak szybko zaczyna iskrzyć pomiędzy Kasparem i Andreą. Rozumiem, że może być coś miłością od pierwszego wejrzenia, ale można by to w takim razie inaczej ubrać w słowa. Jednak dalszy wątek miłosny, już po wyjeździe w góry podobał mi się bardzo. Chęć poświęcenia, szczęścia drugiej połówki jest fantastyczna! Świetny był też wątek wprowadzenia czegoś typu "bad boy" i "bad girl" oraz (nie wierzę, że to mówię) kolejnego mężczyzny zakochanego po uszy w głównej bohaterce. Pamiętam jak czytając Zmierzch narzekałam jak to można napisać książkę z miłością do dwóch facetów, jeszcze taką która nic nie wnosi do naszego życia. W Tożsamości Anioła to właśnie nadało tego charakteru i emocji książce. 



   Kolejną kwestią jest dużo nawiązań do Biblii. Uważam, że to było jedno z lepszych rozwiązań w pisaniu tej książki. Mieszanie XXI wieku z czasami kiedy to anioły buntowały się Bogu i zostały strącone na Ziemię i teraz trzeba działać dalej. Również bardzo podobały mi się cytaty z innych, starszych powieści jak i samej Biblii, umiejętności Andrei cytowania najwybitniejszych pisarzy kiedy tego najbardziej potrzeba. 



   Mogłabym polecić tę książkę osobom, które szukają czegoś na wyjazd, wakacje, oderwanie na chwilę od rzeczywistości. Jeżeli szukacie czegoś życiowego, co da wam do myślenia, po czym będziecie mieli wielkiego kaca książkowego to radzę sięgnąć po coś innego.



Tyle ode mnie! Papa i wyczekujcie na kolejną recenzje! :D

niedziela, 28 czerwca 2015

"Wybrani" C.J. Daugherty

Hej!
Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego że naprawdę bardzo zaniedbałam bloga. Ostatni miesiąc był dosyć ciężki pod względem szkoły. Wszystkie poprawki, zaliczenia... Mimo starań przez cały rok to z niektórymi przedmiotami nie udało mi się skończyć roku z upragnioną oceną oraz paskiem na świadectwie. Z drugiej strony to przecież nie ostatni w moim życiu rok nauki i mam jeszcze czas na poprawę.

Przechodząc do głównej części tego posta, chciałabym powiedzieć wam dzisiaj coś o książce, którą dostałam w prezencie od Julii. (Nie ma linka, nie ma bloga :>)


    Mogłabym zacząć od słów "Nie ocenia się książki po okładce", ale co mam zrobić skoro właśnie okładka zachęciła mnie do czytania? A los chciał i Julia podarowała mi tę książkę na urodziny. Nie pozostało nic innego niż ją przeczytać. Jednak narodziło mi się w głowie pytanie: Jaka jest historia powstania tej książki? Otóż, "Kto szuka nie błądzi". Internet czasem może być pomocny. Nigdy nie pomyślałabym, że powieść mogła powstać w wyniku zakładu autorki z mężem. Daugherty, z zawodu dziennikarka i reporterka założyła się z mężem, który powiedział jej, że jeśli nie napisze dobrej książki dla młodzieży, będzie po prostu zwykłym tchórzem. Kto by pomyślał, że z tego małego ziarenka, którym był zwykły zakład wyrośnie wielka roślina, która będzie dawać przykład i będzie w centrum zainteresowań młodzieży. Mogę stwierdzić że jest to klasyczny przypadek kiedy to zwykły amator wchodzi na szczyt drabiny sukcesu.

   Główna bohaterka to Allie Sheridan. Poznajemy ją jako zbuntowaną nastolatkę. Jej kłopoty z prawem i szkołą zmusiły rodziców do posłania Allie do szkoły z internatem. Dla dziewczyny jest to wielki cios, bo oznacza to pożegnanie się z dotychczasowymi przyjaciółmi. O Akademii Cimmerii nikt nie słyszał. Rodzice Allie rzekomo nic nie wiedzą o nowej szkole córki. Z pozoru więzienie z bogatymi i rozpieszczonymi dziećmi, którym na wszystko się pozawala i zostali przysłani do szkoły bo rodzice nie mieli do nich siły. Ciekawe towarzystwo, prawda? Jednak jak to mówią "Pozory mylą". Pierwszy tydzień Allie w Cimmerii jest dość ciężki, poziom nauki jest dużo wyższy niż w dotychczasowych szkołach dziewczyny. Jest głównym tematem plotek. Lecz pojawia się nadzieje na milszy pobyt w akademii. Jo. Jo jest pierwszą przyjaciółką Allie w Cimmerii. To ona pokazuje jej, że życie tutaj nie jest jednak takie złe, a może być nawet ciekawsze! Dziewczyna poznaje przystojnego Sylvaina. Co to by była za historia miłosna gdyby on się w niej nie zakochał? Wtedy pojawia się tajemniczy Carter. "Sylvain nie jest tym za którego się podaje". To mają być rzekome słowa przestrogi na Allie. Od tego momentu zaczynają się dziać naprawdę dziwne i straszne rzeczy. Zaczynając od poznania Nocnej Szkoły, która jest największym sekretem i chwałą Cimmerii kończąc na zabójstwie jednej z uczennic na balu letnim. Który chłopak stanie się idealny dla dziewczyny? Czy rozwiąże zagadkę "Czym jest Akademia Cimmeria i co ona w ogóle tutaj robi?" Niezapomniane wrażenia i emocje zapewni przeczytanie "Wybranych".

   Już po samym opisie można poznać jakie wartości ukazuje książka. Choć tak naprawdę dostrzegam tą wartość w każdej książce. Nie kierujmy się stereotypami! Przykład Allie - zbuntowana nastolatka, kłopoty z prawem, wygląda jak wygląda, ale czy to powód do sądzenia jej przez wygląd i zachowanie? Przecież pod maską buntu zawsze kryje się choć odrobina wrażliwości, emocji i współczucia do innych. Tak samo jest z Allie. Po przybyciu do Cimmerii, poznaniu nowych ludzi, wydarzeniach, bardzo się zmieniła, pokazała jaka jest, swoją wrażliwość i uczucie.

   Książka jest totalnym sukcesem. Już od pierwszych stron wciąga niczym odkurzacz! Aż nie można się oderwać! Sprawia że doskonale można wczuć się w role bohaterów i co najlepsze, mieć własne przeczucia co do całej tajemnicy Akademii. Nie zawsze może się to udać. Często nie miałam zielonego pojęcia co się może stać i zwroty akcji naprawdę zaskakiwały.

   Kolejną kwestią jest okładka. Naprawdę podoba mi się to, że ludzie którzy pozowali nie są "idealni". Niedoskonałości potrafią ukazać ich charakter. Ich mina pokazuje jakie mają co do siebie odczucia. Sam wygląd Allie (na środku) Pokazuje jej charakter. Z jednej strony buntowniczka, z drugiej wrażliwa dziewczyna.

   Polecać tę książkę? Jasne! Już niedługo zacznę czytać drugą część "Dziedzictwo". Mam nadzieję że będzie równie ciekawa.

środa, 22 kwietnia 2015

#BookTag

Hej hej!
Kolejne nominacje, pytania... Aaaaagh! No, ale cóż. Trzeba to trzeba :)
Do tego pierwszego na moim blogu Book Tagu nominowała mnie Julka z bloga: KLIK. Nie przedłużając, odpowiadam na pytania.

1. Jaki gatunek książki najczęściej wybierasz?
Hmm... trudno powiedzieć. Zaczęło się od fantastyki, potem jakoś nie zwracałam uwagi na gatunek. Czytałam co mnie tylko zaciekawiło. Nie przeczytałam jeszcze całej biblioteki, żeby mieć w stu procentach wyrobione zdanie.


2. Która postać książkowa jest do ciebie podobna, lub którą chciałabyś być?
Jedno z najtrudniejszych pytań, bo... nigdy nad tym nie myślałam. Może jednak myślałam, ale jedynie w zakresie jednej książki. Ale tak podsumowując wszystkie? Hmm... Nie potrafię utożsamić się tylko i wyłącznie z jedną postacią. Myślę, że podobna do mnie jest Vee Sky, z książki Szeptem. Sama nie wiem dlaczego. Jak czytałam całą sagę, to czułam jakieś podobieństwo między mną a nią. Myśląc przez długi czas nad taką postacią podobną do mnie nie dlatego, że lubię daną powieść (choć tą co powiem to też lubię xD), ale dlatego, że bohater, jest jakby... odwzorowaniem mojego życia, doszłam do wniosku, że idealnie na tą pozycje nadaje się Christopher McCandless z książki Wszystko za życie. Już wszyscy chyba zdążyli się zorientować, że kocham podróże. Chris, słowo PODRÓŻ odbierał jako ŻYCIE. Taka "podróż przez życie". Jak mówię o Chrisie, Chrisie, który nie rozumiał życia, odkrywał wszystko, doświadczał, żył! To czuję się jakbym mówiła sama o sobie. Myślę, że Chris to mój charakter.
Chociaż chciałabym na chwilę stać się... Lordem Voldemortem... Pomimo jego złych czynów, każdy wie jakie miał życie. Na pewno nie jest to spowodowane niczym. Musi być jakiś powód. Sądzę, że dowiedziałabym się wielu zaskakujących rzeczy...

3. Jaką książkę dałabyś koniecznie swojemu dziecku do przeczytania?
Nie dałabym żadnej. Nie zrozumcie mnie źle! Chciałabym, żeby czytało książki, ale co to za czytanie kiedy rodzic wybiera dziecku książkę? Ono musi samo sobie wyrobić gust, wiadomo, że nie będzie miało takiego jak ja. A po za tym, dziecko ma prawo samo sobie wybrać książkę, którą chce czytać. Oczywiście w granicach rozsądku ;)

4. Wolisz książki w wersji papierowej, e-booki, czy audiobooki?
Tak tak... ksiażki papierowe, zapach, kartki bla bla... Oczywiście jestem zwolenniczką papierowych stron, zapachu..., ale błagam, co takiego złego jest w e-booku czy audiobooku? E-book to bardzo dobry wynalazek, wygoda czytania, po za tym, niektórzy nie są w stanie dostosować swojego wzroku do książkowej czcionki, a w e-booku? Raz dwa i zrobione. Nie wspomnę o audiobooku! Nie wiem jak wy, ale ja kocham podziwiać grę aktorską. To jak sterują głosem... bawią się nim! Teraz nie pomyślcie, że odrzucam papierowe książki, bo powinniśmy je także czytać. Nie rozumiem pytań tego typu. Przecież w czytaniu nie chodzi o to jak to robimy, tylko o wyobraźnię, treść.

5. Jaka książka zrobiła na tobie największe wrażenie?Gone zniknęli, Michael Grant. Połączenie Science Fiction i książek obyczajowych. Już pisałam o pierwszym tomie tej serii. Akcja nie skupia się tylko na znikaniu dorosłych, ale i pokazuje problemy nastolatków od zwykłej sprzeczki, po klęskę głodu. Autor nie boi się pisać o rzeczach strasznych... ale i naturalnych.


6. Jaka książka nie zrobiła na tobie dobrego wrażenia? 

Tak jak już pisałam w LBA - Zostań jeśli kochasz.

7. Czytasz jedną książkę od początku do końca, czy kilka na raz?
Muszę się przyznać, że czasem zdarza mi się czytać kilka na raz, ale to dlatego że mam ich mnóstwo. Ogółem staram się czytać jedną od początku do końca, nie liczę lektur, bo je czytam w trakcie czytania innych ksiażek.


8. Częściej czytasz wypożyczone książki czy preferujesz własny zakup?
Wypożyczam. Od tego zapisałam się do biblioteki rejonowej, nie mogłabym wytrzymać bez czytania czekając na kupienie. Nie zmienia do faktu, że jednak lubię mieć własną książkę.


9. Jaką książkę powinien przeczytać każdy niezależnie od swoich zainteresowań?
Instrukcję obsługi odkurzacza.


10. Czy oceniasz książkę po okładce?
Hmm... Okładka to pierwsze co rzuca nam się w oczy kiedy patrzymy na książkę na półce. Zastanówmy się tylko. Sięgamy po książkę bo spodoba nam się jej tytuł lub grzbiet. Omijamy książki zwykłe, bez zachęcającego tytułu. :)


11. Czy ulegasz promocjom cenowym? Jeżeli tak to jaka była największa ilość książek jaką kupiłaś po przecenie?
Jasne że tak! To super okazja! Hmm... Nie pamiętam dokładnie, wiem, że moja mama na jednej promocji kupiła jakieś... 15 książek?


12. O jakiej książce marzysz choć póki co nie możesz jej mieć?
Lady Midnight Cassandry Clare. Nie znam jeszcze polskiego tytułu, i nie mam pojęcia kiedy premiera, ale już czuję, że to będzie coś mega! :D

13. Ile książek aktualnie liczy twoja biblioteczka?
Tak jak już wspominałam, książki wypożyczam, więc te moje to jakieś.... 27. (wiem straaaasznie mało) Nie liczyłam encyklopedii, lektur i opracować.


14. Co najpierw: książka czy ekranizacja?
Oczywiście, że książka. Chociaż co od czasu do czasu zaszkodzi najpierw obejrzeć ekranizacje?


15. Co teraz czytasz?
Gone Zniknęli: Faza trzecia; Kłamstwa. Michaela Granta.

Ehh... Nominuję do tego tagu: Wiedźmę i Eller :)

wtorek, 10 lutego 2015

W dniu, swoich 15 urodzin znikniesz... Tak jak oni. "Gone zniknęli: faza pierwsza'' Michael Grant

Ferie przynoszą dużo czytania. Biblioteka - miejsce ukojenia. Juz miałam iść kiedy zobaczyłam Gone, no tak, w końcu faza pierwsza. Bez gadania wzięłam, zabrałam do Plauen i tak zaczęłam czytać. Zajęło mi to jakieś dwa dni. Teraz muszę czekać do końca ferii, żeby iść do biblioteki po drugą część. Chyba przeczytam od razu na ebooku.
Przejdźmy może do rzeczy 

                           

Lekcja historii o wojnie secesyjnej. Nauczyciel tłumaczy to co ma tłumaczyć i nagle... Puff! Nie ma go! Zniknął! Wyparował! Nie trwało to dużej niż ułamek sekundy. Zdziwienie na twarzach uczniów było oczywiste. ''Może wyszedł na chwile i zaraz wróci?'' ale nauczyciel nie wracał. Czy to oznacza, że można robić wszystko? Może, ale okazuje się, że nie tylko ten nauczyciel zniknął. Reszta pracowników szkoły tak samo. Poznikali wszyscy dorośli, wszyscy powyżej 15 roku życia. Jak tu normalnie funkcjonować bez lekarzy, policjantów, listonoszy? Jak przetrwać? Nie ma pocieszenia i rady w rodzicach. Na kim polegać? Na szczęście znajduje się kilka osób chcących zapanować nad chaosem, ale czy z chęci władzy nikt się nie pozabija? Wszyscy w dniu swoich 15 urodzin znikają. Dramat. Głód. Cierpienie.  Całe miasto Perdido Beach otoczone jest murem, barierą, nieprzenikalną kopułą. Czy poza barierą istnieje jeszcze jakieś życie? Odpowiedź na to pytanie pozostaje Nie udzielona. Miejsce otoczone murem nazywane jest ETAP-em. Skrót od Ekstremalne Tyretorium Alei Promieniotwórczej. Uczniowie z różnych szkół do tej pory toczyli walkę. W takim wypadku jak ten trzeba się zjednoczyć. Nie przychodzi to nikomu łatwo. 

Książka trzymająca w napięciu. Nieprzewidywalna. W pełni spełnia ona oczekiwania nawet najbardziej wymagających czytelników. Nie brakuje wątków miłosnych, łez i przede wszystkim wczuwania się w rolę bohaterów. Doskonałe opisy. Czasem zastanawiałam się czy autor nie przeżył wydarzeń naprawdę. Wiem, że to absurdalne, ale sposób w jaki opisywał naprawdę do mnie przemówił. Mogę z czystym sumieniem polecić ta książkę każdemu. 

piątek, 23 stycznia 2015

"Jak wydostać się z tego labiryntu cierpienia?" John Green - Szukając Alaski


      

"Szukając Alaski? To jest to Johna Greena? O ja! Kocham to, bo napisał to John Green, nie podoba mi się, że to jest zboczone, ale napisał to John Green więc to lubię".
Tak... co o tym myślicie? Z takimi komentarzami spotykałam się cały czas w mojej szkole. Może nie dosłownie, ale taki miały przekaz. To dlaczego sięgnęłam po tą książkę? To pierwsza książka Johna Greena jaką przeczytałam. Pomyślałam sobie, że nie może być on aż tak fatalnym pisarzem. No i wszystko mi się rozjaśniło, staram się już nie rozmawiać na temat autora w szkole, opinie innych czytelników (nie wszystkich, ale większości) nie są zgodne z prawdą. No cóż, przejdźmy do rzeczy...

Zastanawialiście się kiedyś jacy ludzie są w internacie? Może sami w takowej szkole mieszkacie? Czy ludzie tam mają duży wpływ na wasze życie? Tak jak na życie Milesa wpływ miała Alaska.
Historia nastoletniego chłopaka zaczyna się całkiem normalnie. Przyjeżdża do szkoły z internatem poznaje nowych ludzi. Mogłabym powiedzieć, że uzależnia się od alkoholu i papierosów, ale czy faktycznie tak jest?
Miles pochodzi z Florydy. Nie ma wielu przyjaciół. Jego pasja jest... oryginalna? Jak zwał tak zwał, a mianowicie czyta biografie różnych ludzi i zapamiętuje ich ostatnie słowa. Czy dają mu jakieś przesłanie? Oczywiście! Na tym opiera się ta cała powieść.
Przechodząc dalej....
Klucha - bo taki ma pseudonim, dostaje się się do szkoły z internatem Culver Creek. Tam jego życie zmienia się na zawsze. Poznaje niby to zwykłych, a jednak wyjątkowych ludzi. Łamie zasady, szlugi i alkohol wkraczają w jego życie, a wraz z nimi Alaska Young. Chyba nic dziwnego, że chłopcy drętwieją na widok najładniejszej dziewczyny w szkole. Miles z każdym dniem poznaje ją na nowo, nie jest to dziewczyna zwykła i prosta. Czyta książki, poezję, filozofuje, rozmyśla. Przyczyną tego zapewne jest to, że w dzieciństwie straciła matkę. Miała zaledwie 7 lat. Dość mało jak na takie zdarzenia prawda? Jak by się zastanowić... chyba nikt nigdy nie może być przygotowany na śmierć rodziców. Co gorsza, ojciec obwiniał za to małą, niewinną Alaskę!
Miles, Klucha, jak zwał tak zwał. Co go łączyło z Alaską? Nad tym można by długo rozmyślać. Miłość? Może. Przyjaźń? Chyba tak. Nienawiść? Też jest taka możliwość. Różnie można to wszystko interpretować. Każdy na swój sposób.

Wracając do fabuły...
Wiadomo, że za dobrze chłopaczkowi w nowej szkole nie idzie. Wysoki poziom, wygórowane ambicje. Surowy zakaz picia, palenia i innych "zakazanych" rzeczy. Kto by tego przestrzegał?
Nie sprowadza to Milesa na złą stronę mocy, żadnych gangów, mafii, ćpunów i pijaków pod sklepem.
Wszystko jest dla ludzi... ale często ponosi się za to konsekwencje.
"Zakazany owoc smakuje najlepiej" Dzięki temu Klucha zbliża się do znajomych, uczy się życia.
Po czasie udaje mu się zbliżyć do Alaski. Jednak chyba nigdy nie pozna jej do końca.

Powieść dla czytelników w różnym wieku. Każdy powinien znaleźć w niej chociaż jedną myśl, która go zaintryguje. Dla myślących o myślących. Nie ulegajcie stereotypom, pozory potrafią mylić, a uzależnienie zamydlić ludziom w głowie...