wtorek, 7 czerwca 2016

„Kto nie żyje prawdziwie, tu i teraz, ten nie żyje nigdy. Co wybierasz?” Czyli recenzja „Dziewczyny z pomarańczami” Jostein Gaarder


Cześć misie!
Na wstępie przepraszam Was z całego serduszka za takie zaniedbanie bloga. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Oczywiście, ostatni miesiąc nauki nauczyciele uznają za najlepszy na uzupełnienie oceń, więc sprawdzian za sprawdzianem i kartkówka za kartkówką. Wszystko to sprawiło, że odechciało mi się nawet wpisać w wyszukiwarkę blogger.com. Naprawdę, komputera używałam tylko do odrabiania lekcji. Z żalem muszę przyznać, że po Marsjaninie przeczytałam tylko jedną jedyną książkę dość małych rozmiarów. Jako, że chcę się zrehabilitować, od razu przychodzę do Was z recenzją książki, którą udało mi się skończyć czytać!


  Gdyby nie bardzo pomocna pani z biblioteki nie przeczytałabym w minionym miesiącu żadnej książki! Ale cóż, poleciła Gaardera to się za niego zabrałam. Drugim powodem była mała obszerność książki. Około 140 stron nie wydaje się takim dużym wyzwaniem, prawda? Owszem, nie jest to wysiłek, ale biorąc pod uwagę historię zawartą na kartach tej powieści... tu już można do kosza wyrzucić wszelkie stereotypy o lekkich i nieporuszających, cienkich książkach!

   Kiedy Georg był bardzo małym chłopcem, zmarł jego ojciec. Zdążył przyzwyczaić się do nowego partnera matki i spokojnego życia. Pewnego jednak dnia zostaje odnaleziony list zaadresowany do Georga. Jan Olav, ojciec chłopaka, pragnął przed śmiercią przekazać mu coś bardzo ważnego i dlatego po jedenastu latach w nieświadomości, Georg zabiera się za czytanie. Nikt nie spodziewał się jak piękna jest miłość i czym tak naprawdę jest śmierć.

   Może część z Was słyszała o tym norweskim autorze m.in. Świata Zofii. W każdej swojej powieści porusza filozoficzny aspekt ludzkiej egzystencji. Nie oszczędza łez i śmiechu. I co najważniejsze, trafia do najmłodszych jak i tych najstarszych czytelników. Przekonałam się o tym już po jednej lekturze jego książki. Także nie przedłużając, zapraszam Was na iście niezwykłą pomarańczową ucztę!

„Nie próbuj mi wmawiać, że natura nie jest cudem. Nie opowiadaj mi, że świat nie jest baśnią.”

   Cała fabuła i historia to tak naprawdę jeden list, którego nie da się ominąć. Zaczniecie czytać i odłożycie dopiero na samym końcu, chociaż i tak trudno opuścić ten świat. Zostajemy wprowadzeni w historię opowiadającej o tajemniczej dziewczynie pojawiającej się na ulicach Oslo z wielką torbą po brzegi wypełnioną pomarańczami. Zastanówmy się, każdy normalny człowiek wracający z targu, kupujący pomarańcze będzie trzymał w rękach torbę z tymi owocami. Ale zaraz, zaraz, ta torba ma więcej niż cztery kilogramy. Każdy pomarańcz jest inny, jeden zepsuty, drugi zdrowy i soczysty. Pytacie po co ojciec opowiada synowi taką historię? Przepraszam, ale zdradzać zbyt dużo nie mogę. Jesteście ciekawi? Sami się przekonajcie!

   Słyszeliście o teleskopie Hubble'a? Głupie pytanie. Każdemu choć raz obiło się coś o uszy, prawda? Dzięki niemu możemy jeszcze lepiej poznawać wszechświat, wszelkie ciała niebieskie i wszystkie niezwykłe zdarzenia kosmiczne. Jaki to ma związek z Dziewczyną z pomarańczami? Na pierwszy rzut oka, trochę to nie ma sensu. Ale tutaj pojawia się kolejna sprawa, której poruszyć niestety nie mogę, jeśli nie chcę Wam zdradzać zakończenia i odbierać radości z czytania tej książki. Tak czy siak, bardzo podoba mi się wątek niezwykłych porównań i dostrzegania we wszystkim drugiego dna, jak to robi pan Gaarder.

„Mamy w życiu nie tylko swoje miejsce. Mamy również wyznaczony swój czas.”

   Lubicie książki, które łamią wszelkie stereotypy? Tak, ja też je kocham. Od razu mówię, że nie chodzi o nawiązania do stereotypów w fabule, nie, nie, nie. Chodzi o konkretny sposób przedstawienia bohaterów. Nieco obawiałam się klęski, kiedy zobaczyłam, że piętnastoletni Georg jest właśnie tym, który ma wprowadzić nas w swój świat. Jaka więc była moja ulga, kiedy przekonałam się jak bardzo się myliłam! Georg nie jest kolejnym chłopakiem z serii „Ja i moi mężowie”(To można powiedzieć już o tacie chłopaka ;) Jest bardziej kimś z kogo należałoby brać przykład, poukładany, inteligentny, sprytny, ale ma w sobie coś z małego dzieciaka, który miał okazję jeszcze żyć ze swoim ojcem.

„Marzenie o czymś nieprawdopodobnym ma własną nazwę. Nazywamy je nadzieją.”

   Uwaga! Wyżej widzicie najlepszy moim zdaniem cytat z tej książki! Taki trochę tumblerowy, prawda? Ale nie o to chodzi. Kurczę, jak ja nie chcę za dużo zdradzać... ale recenzja nie jest spoilerem, więc spokojnie! Nie ma on nic wspólnego z tym co zaraz napiszę, po prostu chciałam o tym wspomnieć.
Zwykle ludzi odrzuca przewidywalność książek... ale nie opuszczajcie tak szybko Dziewczyny z pomarańczami. Jest to pierwsza książka, która pokazała mi, że przewidywalność czasem bywa potrzebna. Autor nie skupia się tu na trzymaniu czytelnika w napięciu (Chociaż i tak to robi), ale na ukazaniu odpowiednich wartości, które chce przekazać. Nie oszukujmy się, wnosi do naszego życia baaaardzo dużo. 

   A teraz co nieco o piosence. Trochę to dziwne, że do norweskiej książki dobieram francuski utwór. Pamiętacie jak wspominałam, że chcę pokazać moje subiektywne porównanie klimatu książki do muzyki? Właśnie. Nie wiem jak odbieracie klimat piosenki Caravane, ale w moich oczach rytm, słowa i teledysk doskonale oddają moją miłość do autora, moją miłość do dziewczyny w pomarańczowym anoraku, moją miłość do bohaterów i moją miłość do wszystkiego innego co w tej książce się znajduje. Swoją drogą... czy Wy też tak bardzo kochacie francuskich wokalistów?

   I tym miłym akcentem żegnam się! Jeszcze raz bardzo przepraszam za moje tak wielkie zaniedbanie. Będę robić co w mojej mocy, aby się poprawić... no i więcej czytać!

Buziaki! ♥

24 komentarze:

  1. Tytuł tej książki jest niesamowicie intrygujący. Zresztą sama powieść wpadła mi w oko już jakiś czas temu :)
    Pozdrawiam
    Tutti
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej książce wszystko jest intrygujące! Ale racja, tytuł szczególnie, polecam serdecznie <3
      Pozdrawiam również ♥

      Usuń
  2. Za czytanie tej książki zabieram się od dobrych kilku miesięcy za każdym razem zamieniałam ją na inną. Muszę w końcu zebrać się do kupy i ją przeczytać ;))
    Bardzo ciekawa recenzja :)
    Pozdrawiam cieplutko =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj musisz, musisz! Naprawdę warto, gwarantuję Ci, że się nie rozczarujesz... a jeśli tak możesz zwalić na mnie xD
      Pozdrawiam również ♥

      Usuń
  3. Coś kiedyś słyszałam o tej książce,ale wtedy nie przykuła mojej uwagi.. teraz wydaje mi się być ciekawa ;)
    Pozdrawiam
    momentofdreamsheart.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tyle co ciekawa, ale dająca do myślenia. Chociaż najlepsze słowo to INSPIRACJA
      Pozdrawiam również ♥

      Usuń
  4. UWIELBIAM JĄ. MA W SOBIE TO COŚ! POLECAM! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś zaczęłam czytać Świat Zofii, ale nawał obowiązków sprawił, że nie udało mi się dokończyć tej książki i tak stoi zapomniana na mojej półce, aż w końcu ją odkurzę. Jest chyba rekordzistką ;) O Dziewczynie z pomarańczami nasłuchałam się już tylu pozytywnych opinii, że sama muszę w końcu po nią sięgnąć!

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, musisz, musisz! Polecam z całego serca!
      Pozdrawiam ♥

      Usuń
  6. Widziałam już parę razy tę książkę, ale mnie jakoś do niej nie ciągnie, może kiedyś się skuszę i sięgnę po nią ;)
    Pozdrawiam ~ Bacha
    dostatniejstrony.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli się decydujesz, musisz mieć odświeżony umysł, taka prawda. Gaarder w swoich książkach umieszcza mnóstwo filozofii i zagadnień, których odpowiedzi stawiają wielki problem ludzkości. Tak czy siak, polecam ♥

      Usuń
  7. Książka wydaje się być naprawdę ciekawa, ale musiałaby być naprawdę dobra żebym ją kupiła, bo myślę, że trochę nie opłaca się kupować cienkiej książki, która mnie nie wciągnie. Może kiedyś jak będzie na nią jakaś przecena to ją kupię.
    Za przerwę, kochana nie musisz przepraszać. Są w życiu ważne sprawy dla których czasem trzeba zaniedbać bloga. Ja też musiałam zrobić sobie przerwę, ale już wróciłam ;)

    Pozdrawiam cię z całego serduszka <3
    Tusia z bloga tusiaksiazkiinietylko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie patrz na ilość, ale na jakość! Ale jeżeli już wolisz patrzeć na ilość stron niż historię, to polecam bibliotekę :D
      A co do przerwy, tak mną miotały wyrzuty sumienia :( Na szczęście w wakacje zostaję w domu, więc po zakończeniu roku nadrobię wszystko!

      Pozdrawiam również ♥

      Usuń
  8. Cytat jest piękny, a tytuł intryguje. Z chęcią przeczytam. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokochałam ten cytat od razu! Dlatego też umieściłam go w tytule ;)
      W tej książce prawie wszystko jest niezwykle intrygujące, więc serdecznie polecam :D
      Pozdrawiam również ♥

      Usuń
  9. Muszę w końcu zabrać się za tę książkę, bo jawi mi się już niemal jako klasyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, bardzo dobre podejście! Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz! :D
      Pozdrawiam ♥

      Usuń
  10. Bardzo chce przeczytać tę książkę. Naczytałam się i nasłuchałam wielu pozytywnych opinii. Sama nie mogę się już doczekać. A cytaty są cudowne :D
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie biegiem do biblioteki czy księgarni! Naprawdę warto :D
      Pozdrawiam również ♥

      Usuń
  11. Książka, która łamie stereotypy! Motyw listu, jak najbardziej mnie przekonuje. Rozejrzę się za ta krótką formą to książka na jeden wieczór :):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo... tak się tylko mówi, że ta jeden wieczór ;)
      Jeżeli chodzi ci o przeczytanie, tak, owszem, bo wątpię, że ten świat opuści się tak szybko :)
      Pozdrawiam ♥

      Usuń
  12. No to tak. Dziewczyna z pomarańczami jest na mojej liście THE MOST WANTED także z pewnością przeczytam. Nie wiedziałam, ze jest aż taka króciutka, ale to pewnie przyspieszy też mój proces dochodzenia do niej i może ośmieli, gdy znów o niej pomyślę. Koniecznie chcę mieć ją na półce, koniecznie w najlepszym wydaniu.
    Jesczze co do jej objętości, na myśl przychodzi mi nic innego jak "Maszeńka" Nabokova - 140 stron czystej sztuki. Nie przesadzam, to naprawdę ogromny manifest wolności artystycznej zamknięty w minimalnej objętości. (Jak się pewnie doczytałaś - polecam ;) )

    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tak to często bywa co do objętości książek. I tak jak już wspomniałam "Jakość, a nie ilość" :D Pamiętam, że miałam podobnie po Opowieści wigilijnej czy chociaż Małym Księciu :D
      Pozdrawiam ♥

      Usuń