sobota, 23 czerwca 2018

„Żerca” Katarzyna Berenika Miszczuk

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY DOTYCZĄCE POPRZEDNICH CZĘŚCI (dla osób, które nie miały okazji ich przeczytać)


No, kochani! Cieszycie się pierwszą wakacyjną sobotą? Kurczę, wszystko fajnie, ale odkąd poszłam do liceum pokochałam szkołę. Nie, nie jestem kujonem... moja średnia to mocne 4,2... ale rozumiecie, po gimnazjum, które było wielkim niewypałem poszłam do szkoły, która dostarcza mi każdego dnia masę pozytywnej energii i radości. Życzę Wam wszystkim takiej szkółki po wakacjach!
A teraz do rzeczy. W końcu po masie nauki mam czas, by coś przeczytać. No i na pierwszy ogień poszła kolejna część z serii Kwiat paproci. Pamiętacie zapewne moje oburzenie Szeptuchą oraz niesamowicie miłe zaskoczenie przy Nocy Kupały. Więc co z Żercą? 


*SPOILER*
Po śmierci Mszczuja w Bielinach potrzebne są zmiany. Mieszko wyjechał załatwić sprawy związane z pogrzebem swojej dawnej kochanki Ote. Do miasta przybywa nowy żerca Witek. A co z Gosią? No właśnie, jest już pół roku na praktykach u szeptuchy, a w jej życiu zadziało się tyle rzeczy przez ten czas, że naprawdę trudno to zliczyć. Co rusz słyszy o tym, że powinna wyjść za mąż i urodzić dziecko. Nie powiem, presja jaką społeczeństwo na niej wywiera jest ogromna. Do tego Swarożyc nie opuszcza jej na krok...
*KONIEC SPOILERU*

„Tak, zdecydowanie baśń. Taka braci Grimm, bez cenzury, z wylewającymi się flakami i głowami toczącymi się po ociekających krwią schodach.”

Powiem tak, kolejny raz Miszczuk mocno mnie zaskoczyła. A przyznam się, że nie wierzyłam, że kolejna część serii przypadnie mi do gustu tak bardzo jak poprzednia. Niespodzianka! Ale, żeby nie było, że są tu same ideały, bo z początku byłam nieco niepewna. Zaczynał nam się tutaj malutki trójkącik miłosny, ale na szczęście to było tylko chwilowe wrażenie. Zaufałam autorce, bo wiedziałam, że kolejny raz zadowoli mnie tak, jak tego oczekuję. 

Może pamiętacie, że sama Gosia wywarła na mnie bardzo złe wrażenie... teraz już wiem dlaczego. Gdy poważnie zastanowiłam się nad tą postacią, zrozumiałam, że jest ona niesamowicie do mnie podobna. Kurczę, irytowało mnie to, że ma taki sam sposób myślenia jak ja, tak samo odczuwa wiele rzeczy związanych ze sprawami uczuć. Jednak, jak mawia moja anglistka, najlepszym sposobem na coś, czego nienawidzimy, jest pokochanie tego. I takim sposobem Gosia dołączyła do kanonu moich ulubionych książkowych postaci. Poza tym, w Żercy przeszła sporą przemianę dotyczącą wiary i poglądów. Podobała mi się jej postawa, gdy ktoś negował jej przekonanie o istnieniu demonów i wszelkich dziwnych zjawisk, jakich do tej pory doświadczyła. Gosia potrafiła obronić swoje przekonania... no i nie była już takim niedowiarkiem. Nie wiem jak można to nazwać... może w pewnym sensie objawia się u niej patriotyzm lokalny? Swoją drogą, ta dziewczyna wcale nie jest taka głupia!


„Pęd za pracą i dostatnim życiem zabrał rodzicom możliwość wychowania dzieci w szacunku do świata i natury.”

A co z całym słowiańskim życiem? Cóż, na niedobór nie można narzekać. Jestem tak zafascynowana wszystkimi słowiańskimi obrządkami, uroczystościami, wszystkimi bogami i leśnymi stworzeniami, że uśmiech nie schodzi mi z twarzy, gdy tylko o tym pomyślę. Miszczuk potrafi zdbać o rozwój akcji i dostarczenie nam porządnej dawki wiedzy na temat słowiańskich istot. Podoba mi się również bogato rozwinięty wątek historyczny, który mistrzowsko plącze się z teraźniejszymi wydarzeniami. Wiecie, choć bieg historii Polski w ogólnym zarysie jest zmieniony, wszystkie detale, genealogia, wydarzenia, bitwy i tak dalej... wszystko to jest zgodne z faktami. 

Język... Jak babcię kocham, jestem zachwycona stylem pisania autorki, a co za tym idzie, wybitny humor. Jest to jedna z niewielu książek, przy których potrafię non stop śmiać się głośno, chodzić po domu i opowiadać rodzicom, o tym co to się nie wydarzyło w przygodach Gosi lub cytować wszystkie zabawne wypowiedzi bohaterów. To zdecydowanie jeden z największych zalet nie tyle samej książki, ale całej serii!


„[...] Kochanie, nie rozumiem, czemu tak się zachowujesz. Czy ty wpadłaś w złe towarzystwo?
No Swarożyca ciężko można nazwać dobrym towarzystwem, czyż nie?
- Czy ty stosujesz jakieś używki? Narkotyki?
Jad wąpierza i pyłek nocnic podpada pod tę kategorię? Miodu też piję trochu za dużo...
- Jesteś na coś chora? Coś ci się stało?
Miałam nóż wbity w brzuch, jakby na to nie patrzeć, i o mało nie umarłam, ale to taki drobiazg.”


Zakończenie w jednym szczególe było jak dla mnie przewidywalne, ale z tego, co wiem, nie wszyscy się owej kwestii domyślili, nie wiem od czego to zależy. Ale spokojnie, przecież to Kaśka Miszczuk, nawet w razie przewidywalnej kwestii, potrafi zaskoczyć czytelnika zupełnie inną kwestią i wzbudzić w nim emocje i ogromną ciekawość. Właśnie, w kwestii ciekawości, po raz kolejny trafiła się książka, która kończy się w takim momencie, że aż chce się natychmiast czytać dalej, dlatego jak najszybciej chcę sięgnąć po najnowszą i jednocześnie ostatnią część z serii. Tak szczerze to trochę mnie to smuci, bo wiem, że naprawdę będzie mi przykro, gdy będę musiała skończyć tę serie, pożegnać się z bohaterami, bo, nie oszukujmy się, przywiązałam się do nich i to bardzo.

A Wy czytaliście serię o młodej szeptusze? Co o niej sądzicie? A może zamierzacie się dopiero za nią zabrać? Wypowiedzcie się w komentarzu!

środa, 13 czerwca 2018

W sam raz dla letnich alergików „Ponad wszystko” Nicola Yoon


Cześć, robaczki!
Jak samopoczucie w ostatnie dni szkoły? No, ja mam nadzieję, że nie jesteście zmęczeni aż tak bardzo i dacie radę jeszcze trochę poczytać moich wypocin. Zresztą, co ja mówię, gdzie tu wypociny, ja sobie paplam, wiecie, tak po prostu. Ale do rzeczy, bo mamy sporo rzeczy do omówienia, zwłaszcza, że Ponad wszystko czytałam stosunkowo dość dawno temu, ale odczuwam wewnętrzną potrzebę podzielenia się z Wami opinią, chociaż (jak zwykle) mam wrażenie, że spóźniłam się nieco z lekturą, bo prawie cała blogosfera ma ją za sobą. Nie no, lepiej późno niż wcale, mam rację?



Założę się, że większość z Was ma jakąś alergię. Wiecie, o co chodzi... pyłki, trawki i tak dalej. Sama zmagam się z alergią na laktozę i wszelkiego rodzaju nabiał. Cóż, da się z tym żyć. Lecz dołóżcie do tego jeszcze alergię na drzewa, kwiaty, słońce, deszcz, chmury, na niewłaściwy składnik farby do ścian, alergię na składniki kosmetyków, wasze ulubione jedzenie, na świeże powietrze... generalnie, dołóżcie alergię... tak na cały świat. Przekichane, prawda? Więc możecie teraz z czystym sumieniem powiedzieć Maddy, że z całego serca jej współczujecie. Kurczę, dziewczyna całe osiemnaście lat swojego życia nie wychodziła z domu, całe swoje życie widziała tylko nudny obraz okolicy z okna. Pewnego dnia nuda zostaje zaburzona. Myślicie sobie, spadł jej przed domem meteoryt, widziała walkę na śmierć i życie człowieka z niedźwiedziem lub przylecieli kosmici, by zmieść wszystko z powierzchni ziemi. Nie, nie, niech Was wyobraźnia nie ponosi. Po prostu do domu obok wprowadził się Olly... A co dalej? Cóż, przeczytajcie sami!


„Olly:ok no dobrze to zostawiam oczy

Madeline: Jakiego koloru są twoje?
Olly: niebieskie
Madeline: Poproszę konkretniej.
Olly: jezu. dziewczyny. błękit oceanu
Madeline: Atlantyckiego czy Spokojnego?
Olly: atlantyckiego. a twoje jaki mają kolor?
Madelina: Czekoladowy brąz.
Olly: poproszę konkretniej
Madeline: Brąz gorzkiej czekolady zawierającej 75% masła kakaowego.
Olly: hehe. dobre.”


Co ja mam powiedzieć? Czytałam wiele opinii, dość negatywnych lub oklepanych, bo motyw z Ollym na pewno jest przewidywalny i chyba sami się tego domyślacie, ale jeśli mam być szczera... nie tyczy się to całej książki. Przyznam szczerze, zakończenie bardzo mnie zaskoczyło, a właściwie zaskoczył mnie spoiler, który usłyszałam przed skończeniem czytania. Tak czy siak, moje odczucia kierują się w stronę tych pozytywnych.

Bohaterowie? Tak szczerze, nie wyróżniają się niczym szczególnym... a jednak mają w sobie coś, co przyciąga uwagę. W pewnym momencie bardzo irytowała mnie ogromna podatność na wpływy Maddy, przynajmniej tylko z początku. Lekko naiwna i zbyt miła, ale tak jak mówię, tylko na początku. No i Olly, nie trudno zauważyć, że schemat przystojnego czarnowłosego chłopaczka lubi się powtarzać, ale wiecie co? Czasami lubię taki schemat, sami rozumiecie, jeśli ten nasz ideał jest wykreowany dobrze, to po co się czegoś tu czepiać?

„Nie chcę słońca, nie chcę, żeby moje serce się zagoiło. Bo jeśli tak się stanie, być może odczuję kiedyś pokusę, by znów z niego skorzystać.”

Pewnie większość z was już wie, że w książce jest mnóstwo grafiki, którą wykonał specjalnie mąż autorki. I właśnie o tym warto tutaj wspomnieć, bo te skromne strony czasami z paroma kreskami są tak zachwycające, że aż przyjemnie się na nie patrzy. Tak szczerze, czy jest to coś zachwycającego i niesamowicie rzucającego się w oczy i wyróżniającego? Nie, ale ja naprawdę doceniam dopracowanie rysunku w książkach, a w młodzieżówkach tej grafiki jest mimo wszystko malutko. 

„Czasami czytam ulubione książki od tyłu. Zaczynam od ostatniego rozdziału i przesuwam się ku początkowi. W ten sposób bohaterowie przechodzą od nadziei do rozpaczy, od samoświadomości do zwątpienia. W romansach pary zaczynają jako kochankowie, a kończą jako dwoje obcych sobie ludzi. Książki o dorastaniu stają się powieściami o utracie sensu w życiu. Ożywają ulubieni bohaterowie.”

To czego nie lubię w książkach, a przynajmniej trudno mi się do tego przyzwyczaić, to narracja w czasie teraźniejszym. Gubię się wtedy i wszystko jest dla mnie zbyt chaotyczne. Tutaj niestety jest takie zjawisko, ale wiadomo, nie to jest najważniejsze. Oczywiście wydawnictwo postarało się o brak literówek i pełną poprawność, jak i sama autorka i pani Olejnik, która tłumaczyła książkę zachowały klimat i swobodę w porozumieniu się bohaterów.

Ogółem... co mogę o tej książce powiedzieć... mimo tego że czytałam ją praktycznie pół roku temu, chciałam się nią z Wami podzielić. Bo jest pełna ciepła i radości i naprawdę, jak dla mnie, książka na lato idealna. Dziękuję z całego serduszka osóbce, która mi tę powieść podarowała, bo zapewniła mi ona rozrywkę w nudne lub nieznośne dni. W głębi duszy również wierzę, że jakimś cudem, ktoś z Was jej jeszcze nie przeczytał i że w jakiś sposób te osoby do tego zachęciłam.

„Jak się okazuje, przeszłości też nie można przewidzieć. Czas płynie w dwóch kierunkach - do przodu i do tyłu - a to, co dzieje się teraz, wpływa na oba.”

A, o piosenkę nie pytajcie, sama nie wiem, co wspólnego ma z tą książką... jakoś tak mi przypasowała. Polecam!

sobota, 2 czerwca 2018

Cześć, to ja!

Hej! Jestem Laura, a Ty? Rozsiądź się wygodnie, chcę chwilkę pogadać. A może dłużej? Zapewniam Cię, że nie jestem żadnym przybyszem z kosmosu, wymysłem Twojej wyobraźni ani jakimś dziwnym, nieznanym Ci dotąd stworzeniem. Jestem po prostu sobą. Także pozwól, że wyjaśnię Ci parę spraw.



Możliwe, że masz wrażenie, że już mnie wcześniej widziałeś, słyszałeś o mnie... a może byłeś w tym moim małym kąciku? Może znasz moją opinię na temat niektórych rzeczy? Jeśli na chociaż jedno z tych pytań odpowiedziałeś twierdząco, bardzo mnie to cieszy. W takim wypadku lepiej będzie Ci szło przebywanie w tym miejscu. A przecież chcę Ci ten czas umilić!

Skoro już wiesz, kim jestem, powinnam powiedzieć Ci co będę tutaj robić. Otóż, moja praca nie będzie się różnić zbytnio od tego, czego ode mnie oczekujesz. Mam zamiar zabrać Cię w głąb Twojego umysłu i wyobraźni, przedstawiając Ci światy, o których kiedyś słyszałeś lub może nie miałeś zielonego pojęcia. Mam do Ciebie tylko jedną prośbę. Bądź uważny, gdy tutaj jesteś, nie możesz pominąć żadnych istotnych rzeczy!

Czy wiesz już wszystko? Więc wybacz mi lekkie spóźnienie. Poprawię się! A tymczasem, uroczyście przysięgam, iż knuję coś niedobrego! Więc zostań ze mną. Ja też z Tobą zostanę. 
Czy dasz mi drugą szansę?

piątek, 29 września 2017

TOP 5 najlepszych lektur gimnazjalnych!

Cześć, misiaczki!
Jakiś czas temu miałam okazję przyjrzeć się nowemu kanonowi lektur, jaki będzie służył ośmioletniej podstawówce... No, powiem szczerze, lekko mnie to przybiło. Z roku na rok rezygnuje się z coraz lepszych książek i zastępuje je takimi, które wcale takie przyjemne, ciekawe i przede wszystkim, zachęcające do czytania nie są. A potem co? Potem słyszymy, że stale w naszym kraju maleje liczba osób, które w minionym roku przeczytały chociaż jedną książkę. Przepraszam bardzo, albo zachęcamy do czytania i cieszymy się z pięknych statystyk albo zniechęcamy już od najmłodszych lat. 

Ta myśl, właśnie zainspirowała mnie do przejrzenia moich starych, gimnazjalnych zeszytów od języka polskiego i poszukania w nich tego, co według mnie najciekawsze. Oczywiście nie są to i nigdy nie były lektury obowiązkowe. Boli mnie to, że większość tych lektur nigdy nie była obowiązkowa, a przecież to one, moim zdaniem, przekazują największe wartości i dostarczają najlepszej rozrywki. Oczywiście post jest moją subiektywną opinią!

1. Marina - Carlos Ruiz Zafón 


Barcelona, lata osiemdziesiąte XX wieku. Oscar Drai, zauroczony atmosferą podupadających secesyjnych pałacyków otaczających jego szkołę z internatem, śni swoje sny na jawie. Pewnego dnia spotyka Marinę, która od pierwszej chwili wydaje mu się nie mniej fascynująca niż sekrety dawnej Barcelony. Śledząc zagadkową damę w czerni, odwiedzająca co miesiąc bezimienny nagrobek na cmentarzu dzielnicy Sarriá, Oscar i jego przyjaciółka poznają zapomnianą od lat historię rodem z Frankensteina i XIX-wiecznych thrillerów. Historię, której dramatyczny finał ma się dopiero rozegrać...

Dobra, O Zafónie pewnie wiele osób słyszało, dlatego nie muszę wspominać, jak bardzo autor ten uwielbia opisywać w swoich książkach Barcelonę. Spokojnie, tutaj jej nie zabraknie!
Jest to moja lektura z trzeciej klasy gimnazjum, a wspominam ją naprawdę bardzo dobrze! Trzymająca w napięciu i jednocześnie wzruszająca powieść jest w stanie Wam zagwarantować nieprzespaną noc z latarką pod kołdrą!


2. Mały Książę - Antoine de Saint-Exupéry 

Tę książkę czytał chyba każdy, a jak nie, to na pewno każdy o niej słyszał! Ostatnio zauważyłam, że na każdym kroku spotykam bardzo negatywną opinię na temat Małego Księcia. Trochę smuci mnie ten fakt, ale... o gustach się nie dyskutuje! Ta książka zawsze była, jest i będzie w moim serduszku! Może i ktoś powie, że jest szablonowa, może ktoś powie, że przekazuje błędne wartości, a jeszcze inny krzyknie TUUUUMBLR. A czy to ważne? Ważne jest to, że nadal i MIMO WSZYSTKO przekazuje wartości, którymi człowiek powinien się w życiu kierować. Kocham!









3. Tam, gdzie spadają anioły - Dorota Terakowska  


Ewa utraciła swego Anioła Stróża. Bez jego opieki dziewczynka zaczyna ciężko chorować. Aby mogła wyzdrowieć, Anioł musi wygrać walkę ze swym bratem bliźniakiem, Aniołem Ciemności.

Tę książkę uważam za bardzo ważną pozycję w polskiej literaturze jak i w życiu człowieka. Idealnie opisuje jak ważna jest równowaga pomiędzy dobrem i złem. Jest to książka dla myślących, ale spokojnie, czyta się ją niesamowicie szybko i bez trudu! Polecam naprawdę każdemu!
Swoją drogą, Wy też lubicie, gdy Polak napisze cudowną książkę, której nie wstyd pokazać przed innymi narodowościami?









4. Opowieść wigilijna - Charles Dickens 

W ogarniętym bożonarodzeniowym nastrojem Londynie jest tylko jedna osoba, która się ze świąt nie cieszy. To Ebenezer Scroodge - skąpiec jakich mało. Nie świętuje, życie poświęcił na oszczędzanie, nie widzi powodu, dla którego miałby zmienić na czas świąt swoje zwykłe obyczaje. Nawet się nie spodziewa, że te święta odmienią jego los, a najbliższe noce zdecydują o jego dalszym życiu. Ebenezer, za sprawą swojego zmarłego przyjaciela, spotyka trzy duchy...

O, BOGOWIE, TRZYMAJCIE MNIE, BO JA SZALEJĘ ZA TĄ KSIĄŻKĄ. Słuchałam audiobooka ze sto razy i czytałam z milion. Ten klimat, ta historia, to wszystko.... Kurczę, nie umiem się nawet wypowiedzieć na jej temat bez trzęsących się dłoni. Jedyne, co mogę Wam powiedzieć...
TEN, KTO NIE CZYTAŁ, NIECH TO PRZECZYTA!!!





5. Stowarzyszenie umarłych poetów - Nancy H. Kleinbaum 

Rozpoczyna się rok szkolny w Akademii Weltona, elitarnej szkole średniej o wielkich osiągnięciach i nader surowej dyscyplinie. W miejsce odchodzącego na emeryturę nauczyciela przychodzi nowy, John Keating. Czterem zasadom Akademii, którymi są : Tradycja, Honor, Dyscyplina i Doskonałość, przeciwstawia inny sposób kształtowania i wychowania młodych ludzi. Co zwycięży : rygorystycznie przestrzegana tradycja czy prawo do marzeń, wolności i młodzieńczego buntu?

Kto nie uwielbia tej historii, niech mi tu zaraz podniesie rękę! Przyznam szczerze, że jeśli chodzi o to, oglądałam jedynie film. Ale spokojnie, to dopiero książka była napisana na podstawie filmu więc, wbrew pozorom, jestem w stanie stwierdzić, że nie wiem jak można ten film przedstawić tak idealnie za pomocą książki... ale niedługo pewnie sięgnę po powieść i się przekonam!
Swoją drogą, polecam zapoznać się z tymi bohaterami i wydarzeniami.... cudo!

To na tyle! Chciałabym jeszcze raz podkreślić, że wszystko jest moją subiektywną opinią i wcale nie musicie się z tym zgadzać. Swoją drogą, zapraszam do dyskusji w komentarzach! 
Które lektury zasługują na to miano, według Was?

Buziaczki ♥

FACEBOOK: KLIK
INSTAGRAM: KLIK

czwartek, 21 września 2017

„Masz przed sobą wspaniałe życie...” Promyczek - Kim Holden



Piosenka, która moim zdaniem idealnie opisuje tę książkę i najbardziej do niej pasuje, jednak może być zbyt wielkim spoilerem: KLIK

Hej słońca!
Kto nie słyszał o tej książce? Mam wrażenie, że okres jej świetności już dawno minął i jak zwykle jestem tą ostatnią... ale cóż, takich też trzeba. Spodziewałam się po tej książce wielkiego BUM. Fakt, może i je dostałam, ale nie do końca w takim znaczeniu, jakiego oczekiwałam...


Kate jest dziewczyną, która przeszłość miała dość nieciekawą. Cóż, jak w wielu książkach tego typu... Jednak straszne wydarzenia z przeszłości wcale nie budzą w niej wielkiej traumy, ale sprawiają, że jest o wiele silniejsza, docenia każdy najdrobniejszy szczegół swojego życia i jest urodzoną optymistką. Przezwyciężać trudności pomaga jej Gus, przyjaciel, który jest niemal jak brat. Spokój i sielankę słonecznej Kalifornii zakłóca wiadomość i wyjeździe na drugi koniec stanów na studia. Cóż, moi mili, zapewne domyślacie się, że życie bohaterki po raz kolejny gwałtownie się odmienia... ale to jeszcze nie koniec zmian...

„Nie mówię, że nie powinieneś realizować celów i spełniać marzeń. Po prostu nie rezygnuj z tego, co dzieje się teraz, dla nieznanej przyszłości. Może ominąć cię wiele szczęścia, kiedy będziesz czekał na lata, które mogą nigdy nie nadejść. Nie trać czasu, bo przegapisz chwilę obecną, a przyszłość wcale nie jest taka pewna.”

Od czego mogłabym zacząć? Bo póki co mam pustkę w głowie i nie wiem nawet, co myśleć o tej książce. Ale dobra, powiem co nieco o tym, co na samym początku rzuca nam się w oczy, czyli okładka! Nie wiem czy wiecie, ale uwielbiam minimalizm, dlatego nic dziwnego, że uwielbiam patrzeć na te zwykłe litery, które są tak piękne... i te kolorki.... ach! Naprawdę, cudo!

„Czytanie jest ucieczką od prawdziwego świata. Wszyscy go czasem potrzebują, by pozostać przy zdrowych zmysłach.”

Okej, skoro jesteśmy przy okładce i tytule na niej się znajdującym... Promyczek. A kto to właściwie jest? Tak, dobrze myślicie, to nasza kochana Kate, która jest tak nazywana dzięki swojemu optymizmowi. Przyznam szczerze, że gdy pierwszy raz spotkałam się z tym tytułem, zabrzmiało to dla mnie jak książka dla dzieci i pomyślałam sobie, Po co, do cholery, ludzie czytają te bajki? Jednak teraz już zdanie, rzecz jasna, zmieniłam. No, ale co do samej bohaterki, nie była irytująca, podejmowała słuszne, jak dla mnie, decyzje... ale coś mi w niej nie pasowało. Kurczę, nie polubiłam jej, nie było mi jej szkoda ani nie wzbudzała we mnie takich przyjaznych emocji jak u swoich przyjaciół. Miałam wrażenie, że pełniła rolę przywódcy całego stada, każdy musiał ją kochać i biegać za nią jak pies.

„Nie osądzajcie się nawzajem. Każdy ma coś na sumieniu. Pilnujcie tylko swoich spraw i nie wtykajcie nosa w cudze, no chyba że zostaliście zaproszeni. A kiedy to się stanie, pomagajcie zamiast osądzać.”

Mimo dość obszernej powieści, czytało mi się ją bardzo szybko i przyjemnie. Naprawdę, plus dla autorki za ten super język! Wykreowała tak bardzo klimatyczny i przyjemny świat, że aż mam ochotę wrócić do tej książki. Gwarantuję, że jeśli już raz wkroczycie w to, tak łatwo nie wyjdziecie.

No i samo zakończenie. Cóż, powiem szczerze, że któryś moment w połowie książki mógł podpowiedzieć nam, co takiego zaskakującego się stanie pod koniec. Kurczę, trudno mówić cokolwiek o zakończeniu, nie zdradzając o co tak naprawdę chodzi. Powiem Wam tylko tyle, że nawet jeśli Promyczek będzie dla Was niezbyt interesujący, to możecie uronić niejedną łzę. Jeju, w jednym momencie atmosfera zmienia się o 180 stopni!

„Bądźcie spontaniczni. Życie ma zbyt wiele reguł, schematów i wymagań. Zmieńcie plany, by zrobić miejsce na zabawę. Spóźnijcie się czasem i cieszcie się chwilą, tym, co jest i tym, co może być.”

Jedyne słowo, które najlepiej opisuje tę powieść to przytłaczająca 

Piosenka na samej górze pochodzi z playlisty, którą autorka umieściła na końcu książki. Czy pasuje? Sama nie wiem, tak czy siak, piosenkę, która według mnie, najlepiej opisuje Promyczka może być zbyt wielkim spoilerem, ale jest piękna, dlatego umieściłam ją w linku na górze!!!

„W życiu nie chodzi o wygraną w konkursie nieszczęść.”

Buziaczki, słoneczka <3

FACEBOOK: klik
INSTAGRAM: klik

wtorek, 5 września 2017

Plany czytelnicze na wrzesień 2017


Witajcie kochani!
Dobrze wiecie, że ostatnio mam kiepską motywację do czytania, ale staram się to nadrobić, dlatego też wzbogaciłam swój stosik o kolejne książki, które mam nadzieję uda mi się przeczytać we wrześniu. Wiecie, jestem pewna, że wszystkich nie przeczytam, aczkolwiek zacznę. Zamierzam zacząć rok szkolny dobrymi zmianami!

1. Promyczek - Kim Holden
Życie Kate Sedgwick nigdy nie było bezbarwne. Dziewczyna pomimo problemów i tragedii zachowała pogodę ducha – nie bez powodu jej przyjaciel Gus nazywa ją Promyczek. Kate jest pełna życia, bystra, zabawna, ma również wybitny talent muzyczny. Nigdy jednak nie wierzyła w miłość. Właśnie dlatego – gdy wyjeżdża z San Diego by studiować w Grant, małym miasteczku w Minnesocie – kompletnie nie spodziewa się, że przyjdzie jej pokochać Kellera Banksa.

Jestem w trakcie czytania tej książki i jedyne co mogę Wam powiedzieć, to to, że jestem zadowolona, że wątek miłosny nie rozwija się w tak niesamowicie zawrotnym tempie!

2. Gus - Kim Holden
Opisu tej książki nie będę wstawiać, bo obawiam się, że może być on dla niektórych dość mocnym spoilerem. Tak czy siak, jest to kontynuacja Promyczka, w której również pokładam wielkie nadzieje!

3. Chłopak, który stracił głowę - John Corey Whaley

Poznaj Travisa. Ma 16 lat, superdziewczynę i nieuleczalnego raka. Gdy staje przed wyborem: śmierć lub eksperymentalna operacja, nie zastanawia się długo. Godzi się na to, by ciało od szyi w dół przeszczepiono mu od zdrowego człowieka. Jest tylko jeden problem – na razie rozwój medycyny nie pozwala na przeprowadzenie tak skomplikowanego zabiegu, dlatego chłopak musi zostać wprowadzony w śpiączkę podobną do hibernacji i czekać. Żegna się więc z bliskimi, bo nie wie, czy i kiedy się z nimi zobaczy.

Budzi się pięć lat później. Ma własną głowę i atrakcyjne, choć obce ciało. Świat z pozoru jest taki sam jak dawniej. Jednak powrót do życia wygląda inaczej, niż Travis to sobie wyobrażał. Jego przyjaciele są już na studiach, rodzice coś przed nim ukrywają, a dziewczyna… Hmm, wygląda na to, że ma narzeczonego. Trudno się dziwić, że chłopak nie ma zamiaru się z tym pogodzić.


Tę książkę już kiedyś wypożyczałam, ale koniec końców nawet jej nie otworzyłam. A przecież jestem tak zachęcona do tej książki! Nie wiem czemu nie przeczytałam nawet strony, muszę to nadrobić!

4. Porwana pieśniarka - Danielle L. Jensen

Od pięciu stuleci trolle nie mogą opuszczać miasta pod ruinami Samotnej Góry. Więzi je klątwa czarownicy. Przez wieki wspomnienia o ich mrocznej i złowrogiej magii zatarły się w ludzkiej pamięci. Niespodziewanie pojawia się przepowiednia o związku, który złamie potężne zaklęcie. W Cécile de Troyes rozpoznano kobietę z przepowiedni. Zostaje więc porwana i uwięziona pod górą. Od pierwszej chwili w podziemnym mieście dziewczyna myśli tylko o jednym – o ucieczce. Trolle, które ją uprowadziły, są jednak inteligentne, szybkie i nieludzko silne. Porwana musi czekać na właściwy moment i stosowną okazję.
Z biegiem czasu dzieje się coś niezwykłego – w sercu Cécile kiełkuje uczucie do tajemniczego księcia, z którym została związana ślubem. Dziewczyna poznaje kolejne osoby, nawiązuje przyjaźnie i powoli uzmysławia sobie, że może być jedyną nadzieją dla mieszańców zniewolonych przez trolle czystej krwi. W mieście wybucha bunt. A Tristan, jej książę i przyszły król, jest jego tajnym przywódcą.
W miarę zanurzania się w świat skomplikowanych intryg politycznych podziemnego świata Cécile przestaje być córką prostego rolnika, staje się księżniczką, nadzieją całego ludu i czarownicą obdarzoną mocą dość potężną, by na zawsze zmienić Trollus, podziemne miasto.

Za tę książkę chciałam zabrać się już od dawna, bo przecież tak głośno o niej było, dlatego nie czekając ani chwili pobiegłam po nią do biblioteki. Czy mi się spodoba? Tego dowiecie się już niebawem!

5. Ponad wszystko - Nicola Yoon

Maddy jest uczulona dosłownie na wszystko. Nigdy nie opuszcza domu, a jedynymi osobami, które widuje, są jej mama i pielęgniarka. Ale pewnego dnia musi zmierzyć się ze światem zewnętrznym i wtedy spotyka Olly’ego. Czy podejmie największe ryzyko w swoim życiu?


Jest to jedna z trzech książek, które otrzymałam w prezencie od chłopaka, a tak się składa, że przymierzam się do niej już od bardzo dawna. Wszystko za sprawą filmu, o którym jakiś czas temu wszyscy mówili. Nie oglądałam jeszcze tej ekranizacji, myślę, ze poczekam z tym aż przeczytam tę książkę.

6. Sekretne życie pszczół - Sue Monk Kidd

Lily jest biała, ma 14 lat, oschłego, agresywnego ojca i olbrzymie poczucie winy. Przed dziesięcioma laty przez przypadek zastrzeliła swoją matkę. Spokój pomagają jej odzyskać noszące imiona letnich miesięcy, czarnoskóre mieszkanki pewnej pasieki w Tiburon, gdzie Lily trafia, jadąc śladami mamy. Ale nawet ten niezwykły azyl, gdzie pszczoły wiodą swoje sekretne życie, nie chroni przed światem zewnętrznym. Najważniejsza jest wiara w siebie…


Ci co mnie znają wiedzą, że to dla mnie lektura obowiązkowa, bo ja wręcz uwielbiam takie powieści. W końcu znalazłam w jednej bibliotece tę książkę i wiem, że niedługo pochłonę ją. Jestem jej niezmiernie ciekawa!

7. Dotyk Julii - Tahereh Mafi

Nikt nie wie, dlaczego dotyk Julii zabija. Bezwzględni przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać moc dziewczyny, aby zawładnąć światem. Julia jednak po raz pierwszy w życiu się buntuje. Zaczyna walczyć, bo u jej boku staje ktoś, kogo kocha. Bestsellerowa powieść, która podbiła serca czytelniczek na cały świecie.


Swoją drogą, czy tylko mnie śmieszy imię i nazwisko autorki? Ale nieważne, nie o tym chciałam powiedzieć. Do tej książki zachęcało mnie wiele osób od bardzo bardzo dawna, ale ja nadal nie czuję się do niej przekonana. Czy ona naprawdę jest taka świetna jak wszyscy mówią? No nie wiem, pora się przekonać!

8. Lato koloru wiśni - Carina Bartsch

Lekkie love story utrzymane w konwencji romansu akademickiego. Emely, obdarzona odrobinę sarkastycznym poczuciem humoru studentka literaturoznawstwa, szczerze cieszy się z przeprowadzki jej najlepszej przyjaciółki do Berlina. Nie wie jeszcze, że szalona Alex zamierza zamieszkać w mieszkaniu swojego brata, przystojnego, szmaragdowookiego bruneta, z którym Emely łączą niemile wspomnienia. Na szczęście wkrótce dziewczyna otrzyma romantyczny mail od tajemniczego wielbiciela...


Dobra, o tej książce słyszałam same dobre rzeczy i aż głupio mi jej nie przeczytać! Bo kurczę, czuję się taka zacofana z tymi książkami. Nie macie tak czasem, że wydaje Wam się, że wszyscy przeczytali już jaką książkę, a Wy nawet nie wiecie jaki ma ona tytuł?

9. Zima koloru turkusu - Carina Bartsch
Jako, że jest to kontynuacja książki opisanej wyżej, również nie będę wklejać opisu, bo wiem, że znajdą się osoby, dla których mogłoby być to bardzo bolesne! Tak czy siak, nie muszę chyba mówić, że jak pierwszy tom to i drugi, mam rację?

Tyle z tego dobrego!
Czytaliście, którąś z tych książek? Co o nich sądzicie? Podzielcie się opiniami! Aaa... i jakie są Wasze stosiki na wrzesień?
Buźka!

Fanpage: KLIK

piątek, 1 września 2017

Brak czasu na czytanie? Ebooki? No i te bezcenne rady... #Subiektywnie 1

Cześć, skarby!
Na początku chciałam Was zaprosić na mój świeży fanpage na facebooku! KLIK oraz na instagrama! KLIK
Ostatnio coraz więcej tematów mnie nurtuje i ciągle to nowe osoby pytają mnie, co myślę na ten i ten temat. Wiecie, może mogłabym napisać to wszystko w osobnych postach, ale po co? Chciałam raz na zawsze rozwiać Wasze wątpliwości, podzielić się moimi przemyśleniami i zrobić jedno wielkie paplando. Dlatego rozpoczynam na blogu nową serię, która pojawiać się będzie, gdy tylko będę chciała się Wam wygadać. Bo kto lepiej zrozumie czytelnika niż drugi książkoholik? A, zapomniałabym! Oczywiście, zapraszam do dyskusji w komentarzach!

Czemu ostatnio czytam rzadziej i odczuwam czasem aż niechęć?
Może uznacie to za skandal, ale przez ostatni rok szkolny przeczytałam może z pięć książek, stąd tak mała aktywność na blogu. Może to za sprawą tego, że moja szkoła była... zdrowo rąbnięta? Nie chcę w to wnikać. W każdym razie, przerzuciłam się na seriale. Nie krzyczcie! Nadrobiłam tyle serialowych premier i zaległości, że w końcu teraz mam czas na czytanie! To, o czym chciałam powiedzieć, to moja irytacja, gdy słyszałam osoby, które jawnie mówiły mi, że taki ze mnie kozak, że chwalę się czytaniem, a mnie z książką przez rok nie widzieli. No, ludzie! Proszę Was! Naprawdę? Nie wiem nawet jak mogę to skomentować. Przepraszam, ale to, że lubię czytać, a nie robię tego z konkretnych powodów, nie oznacza, że jest ze mną coś nie tak. Czy każdy wielbiciel biologii, matematyki czy polskiego codziennie z chęcią zagląda do książek? Wątpię.

Druga sprawa, uważam, że mimo wszystko czytanie nie powinno być całym naszym życiem. Wiecie, ja w tym roku wybrałam jednak znajomości i innych ludzi niż książki, i nie żałuję. To był cudowny czas. Odwołuję się myślą, oczywiście, do tego, o czym pisałam wyżej. Ale wiecie, jeśli jest to czyjąś pasją, pracą czy głównym zajęciem, nie widzę przeszkód, by poświęcać się najbardziej właśnie czytaniu! Chcę tu tylko nawiązać do tych skrajnych przypadków oceniania kogoś ze względu na to, co czyta, kiedy czyta, ile czyta i czy w ogóle czyta.

Ebooki, audiobooki i inne elektroniczne rodzaje książek...
Po pierwsze, kto z nas chociaż raz nie narzekał za zbyt ciężki plecak przez grubą książkę, którą do niego włożyliśmy „żeby sobie w razie czego poczytać” czy przez problemy z słuchaniem i koncentracją. Powiem tak, generalnie nie czytam książek elektronicznych, decyduję się na te papierowe. Mam do nich lepszy dostęp i jakoś szybciej mi się je czyta, widząc, ile jeszcze mi ich pozostało. Po ebooki sięgam zdecydowanie częściej na wakacjach i wszelkiego rodzaju wyjazdach, gdy przebywam poza domem. Ale powiedzcie mi, kto nie lubi zapachu książek?

A co do audiobooków. Lubię je, bo pomagają mi w koncentracji, zwłaszcza, gdy lektor jest genialny pod względem aktorskim! Z tego co słyszałam, Służące mają genialnego audiobooka i od dawna się na to czaję! Chciałam też wspomnieć, że uwielbiam książki audio w języku angielskim, słucham po parę razy czasem jednego rozdziału, ale rozumiem wszystko! Praktyka czyni mistrza, pamiętajcie!

Dziękuję za cenne rady!
Niektóre rady dotyczące tego, że komuś nie podoba się nagłówek, tło, przekierowanie z instagrama nie takie czy inne jakieś wtyczki, których nie ogarniam, albo sam tytuł bloga, są dla mnie bardzo dobrym znakiem! Mimo że irytuje, daje mi znak, że jednak ktoś bloga czyta, wyciąga wnioski, a nie przechodzi obok niego obojętnie. Mi to daję satysfakcję, bo widzę, że ludzie poświęcają blogowi swój cenny czas!Bo wiecie, jeśli komuś się coś nie podoba, jest to jego subiektywna ocena, mam rację? Co innego, gdy coś jest po prostu złe i jest szansa, by to ulepszyć, zawsze wtedy przyjmę do siebie pomoc. Dlatego chce podziękować wielu osobom za wszystkie rady, które sprawiły, że mój blog jest taki, a nie inny. To dzięki Wam się rozwijam i dokształcam... Ale nie o tym chciałam mówić. Mogę jedynie powiedzieć, że subiektywna ocena nie jest radą. Możecie nazywać to jak chcecie, ale dla mnie mówienie, że coś POWINNO być w innym kolorze, jest po prostu nie na miejscu. Okej, rozumiem, blog dla ludzi, ale jeśli jedna osoba na sto mówi mi, że z racji, że jej się to nie podoba, powinnam coś zmienić... no, halo, coś jest chyba nie tak, mam rację? Myślę, że wiecie o co mi chodzi, zwłaszcza jeśli sami spotkaliście się z takimi sytuacjami.
Czy źle czyta się Wam mojego bloga?

Wybaczcie, że ten post jest nieco inny, ale czasem, jak każdy, potrzebuję się wygadać, a Wy rozumienie mnie najlepiej. Zachęcam do dyskusji i wyrażania swojego zdania w komentarzach!
Kocham Was!
Buziaczki ♥