środa, 13 kwietnia 2016

Medyczny TAG

Hej hej!
Ostatnio zostałam zasypana nominacjami! Tym razem przychodzę do Was z Medycznym Tagiem! Za nominację dziękuję z całego serducha Wiktorii z bloga Książki według Wiktorii. Odwiedzajcie jej bloga! :D
Także nie przedłużając, przejdę do pytań.

1. Anestezjologia - książka tak nudna, że prawie Cię uśpiła.

To chyba zbyt przewidywalne, że wybrałam Gwiazd naszych wina. Niestety ta książka nie spełniła moich oczekiwań i szczerze mówiąc, żałuje, że tym razem przeczytałam ją do końca. Mogłam odłożyć ją jak wiele razy wcześniej i nie męczyć mętnej i nudnej fabuły. Myślę, że taki super pomysł mógłby być lepiej zrealizowany. Za tę książkę, Green niestety dostaje ode mnie wielkiego minusa!






2. Diagnoza - smutna książka.

To chyba było zbyt przewidywalne? Okej, wiem, że mimo wszystko to świetna książka, ale ilość łez, które wylałam podczas jej czytania nie równa się z niczym. Ta powieść zawsze będzie miała miejsce w moim sercu. Mam ochotę powiedzieć, że Sparks jest mistrzem, ale Pamiętnik to tylko jedna książka tego autora, którą miałam okazję czytać. W najbliższym czasie zamierzam to zmienić!






3. Zawał - książka z nagłym zwrotem akcji.

GONE zniknęli idealnie nadaje się do tej kategorii! W prawdzie czasami autor przesadzał z dodawaniem nowych wątków, ale oczu oderwać nie można. Coś fantastycznego! Zapiera dech w piersiach i jednocześnie przeraża. Micheal Grant odwalił kawał dobrej roboty przy tej książce! Podziwiam!








4. Dentysta - książka, której szczerze nienawidzisz.

Ehh... Zdaję sobie sprawę z tego, że właśnie robię sobie masę nowych wrogów, ale co ja poradzę skoro po tej książce mam wrażenie, że pani Forman nie potrafi napisać dobrej książki. Przewidywalna fabuła to nic, prosty związek miłosny to też nic, płytcy bohaterowie to też nic, nudne wydarzenia - też nic. Ale kiedy złączymy to wszystko w całość, co otrzymamy? Zostań jeśli kochasz oczywiście! :)






5. Panie doktorze, straciliśmy pacjenta - książka z niespodziewaną śmiercią.

Ci co czytali, rozumieją mój ból i załamanie związane z wydarzeniami z ostatniego tomu trylogii Więzień Labiryntu. Boję się komuś mówić o czymkolwiek, bo nie chcę nikomu zdradzać zakończenia, ale powiem tak. James Dashner złamał mi serce uśmiercając tę postać. Tyle, dziękuję, wytrwałości w czytaniu!







6. Operacja - książka, przy której wstrzymywałeś oddech ze zdenerwowania i napięcia.

Tak! Jest to czwarty tom serii The lying game autorstwa Sary Shepard, którą serdecznie i z całego serca polecam. Nie wiem czy wiecie czy nie, ale w maju będzie premiera dwóch ostatnich tomów tej serii, a że tom czwarty skończył się w najciekawszym momencie (bo jak mogłoby być inaczej), muszę czekać miesiąc, żeby dowiedzieć się kto zabił Sutton Mercer! Nienawidzę tego uczucia! Ciekawość rozdziera mnie od środka.






7. Pobieranie krwi - krwawa książka.

Pamiętacie recenzje tej książki? Mówiłam o nieprzyjemnych opisach przemian Nieuświęconych. Wspomniałam też, że to właśnie one nadawały tej książce niesamowitego klimatu! Było jednocześnie krwawo i intrygująco! Polecam fanom dystopii i apokalipsy zombie! :D








8. Komu lekarstwo? - książka z gorzkim zakończeniem.

Myślę, że zdecydowanie nadaje się tutaj Szukając Alaski Johna Greena. Wspominałam, że to chyba jego najlepsza powieść bardzo podobna do Buszującego w zbożu? Uwierzcie mi, takie zakończenie z punktu widzenia Greena, czyli wpatrywania się w głąb ludzkiego umysłu było naprawdę odpowiednie. A co z czytelnikami? Ehmm... czytałam całą książkę, żeby na końcu dowiedzieć się, że wszystko poszło nie tak jak miało. Co jak co, ale polecam z całego serca <3






9. Zawroty głowy - książka ze świetnym wątkiem miłosnym.

Nie byłabym sobą gdybym do tej kategorii nie przypasowała Kwiatów na poddaszu! Mimo wszystko, mimo tak kontrowersyjnego tematu, mimo wielu wrogów tej powieści, uważam, że miłość pomiędzy bohaterami jest najlepiej wykreowanym wątkiem miłosnym. (Przepraszam, Sparks, proszę się nie obrażać). Brakuje mi słów, żeby opisać do czuję. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie <3






10. Rozprzestrzenianie się zarazy - czyli kogo nominujesz?

No to macie dziewczyny! Leczcie się z wirusa! :D
Nominuję:

Martę Tusię z bloga Tusia, Książki i nie tylko
Lekturię z bloga Lekturia

Powodzenia! :D

I to na tyle. Mam nadzieję, że tag w miarę Wam się podobał! Zapraszam do odwiedzania blogów dziewczyn! :D

Buziaki <3




piątek, 8 kwietnia 2016

„Pułapka uczuć” - Colleen Hoover

Witajcie!
Pamiętacie może moją recenzję Maybe Someday? Ta książka była OK, po prostu OK. Dlatego też nie byłam przekonana co do innych powieści tej samej autorki i do tej pory zastanawiam się czy to jakaś siła magiczna mnie tchnęła, żebym z bibliotecznej półki porwała Pułapkę uczuć czy zrobiłam to podświadomie. Cokolwiek to było... DZIĘKUJĘ CI NIEZIEMSKA SIŁO, ŻE MNIE DO TEGO ZMUSIŁAŚ!


   Dotychczas szczęśliwą rodzinę Layken, opuszcza ojciec. Dziewczyna z matką i młodszym bratem zmuszona jest przeprowadzić się z Teksasu do Michigan. Na pozór zwykła zmiana miejsca zamieszkania sprawia, że jej życie obraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Lake poznaje Willa Coopera, który niemal natychmiast sprawia, że motyle w brzuchu dziewczyny dają o sobie znać. Wkrótce jednak dowiaduje się dosyć... niewygodnej prawdy o chłopaku. Czekają ją miesiące cierpienia czy ckliwe chwile spędzone z najbliższym?

„Znajdźcie równowagę pomiędzy głową i sercem.”

Powiem tak. Po pierwsze nie potrafię oddać w opisie tego jaka ta książka jest na prawdę. Po drugie, nie wiem od czego zacząć. Już od bardzo dawna żaden autor nie potrafił mnie zachwycić młodzieńczą miłością. Ba! Pani Hoover z początku w ogóle do mnie nie przemawiała, co gorsza, czytając Pułapkę uczuć w pewnym momencie poczułam aż obrzydzenie. Więc skąd mój nagły zachwyt i zaniemówienie? No właśnie, sama nie wiem. Nie umiem tego wyjaśnić logicznie. Nie wiem jak do Was mówić (tzn. pisać oczywiście), żeby nie zdradzać ważnych wątków, którymi nie wypada się dzielić z ludźmi nieczytającymi tej książki. Powiem tylko tyle, że związek Willa i Layken jest bardzo... bardzo nietypowy. Rozwija się szybko, to fakt, a już w pierwszym rozdziale prawie dochodzi do pocałunku. Mimo wszystko autorka nie przesadzała ze słodkościami. Na kolejnych stronach następuje, właśnie, coś czego nie da się opisać. Siedziałam z otwartymi ustami w bezruchu i zastanawiałam się czy czytać dalej. Od razu przypomniały mi się wszystkie FanFiction z Wattpada. Miałam zamknąć książkę i wziąć się za coś innego, ale (i tutaj po raz kolejny dziękuję Ci magiczna siło) nie mogłam, byłam tak zaciekawiona co się dalej stanie z bohaterami, że zapomniałam o rzeczywistości. Wielka pochwała dla Colleen Hoover, że nie zamieniła pięknego i jednocześnie bolesnego wątku miłosnego w suchą i naciąganą „miłość”.

„Masz już osiemnaście lat. Moich randkowych porad wystarczy ci na całe życie. Ale na wszelki wypadek jeszcze raz ci je streszczę. Nie zamawiaj niczego z cebulą albo z czosnkiem, nigdy nie zostawiaj drinka bez opieki i zawsze się zabezpieczaj”

   Dosyć mojego rozwodzenia się, bo i tak słów mi brakuje. Skupię się na postaciach. Layken. Ja jak to ja, nie lubię większości żeńskich postaci. A co z Layken? No cóż, niczym się zbytnio nie wyróżniała. Z początku aż irytująca. Jednak z czasem, kiedy poznaje nowych przyjaciół nieco się zmienia na lepsze, a właściwie to oni zmieniają ją. Jak się okazuje, później jej się to przydaje. Przy Willu zachowuje się jak typowa, przeciętna i denerwująca nastolatka. Ale co zrobić, ja na jej miejscu postępowałabym podobnie. A skoro już o Willu mowa... Ehmm... Z jednej strony kocham, z drugiej nienawidzę. Dlaczego? Chyba nie muszę wspominać, że autorki mają skłonności do tworzenia idealnych mężczyzn, przez których mam zbyt wysokie wymagania, a to prowadzi do wiecznego bycia starą panną. Bardzo przystojny facet, który kocha poezję i sprawia, że nogi stają się jak z waty. To chyba jest wystarczający opis.

   Co do samej fabuły. Wydawała mi się bardzo przewidywalna, jednak na szczęście akcja potoczyła się po zupełnie innych torach niż moje rozumowanie. Przez chwilę zastanawiałam się czy wszystko jest logiczne i pasujące do reszty. No cóż, jak się okazuje, tak. Oryginalny pomysł zrealizowany w oryginalny sposób. Podziwiam i doceniam pracę i emocje jakie autorka włożyła w napisanie tej powieści.

„Nie podchodźcie do życia zbyt poważnie. Dajcie mu w pysk, kiedy na to zasługuje.”

   Cały tekst ma wiele wspólnego z zespołem country The Avett Brothers. Co jak co, ale Pułapka uczuć bardzo mi ich przybliżyła, a że jestem wielką fanką takiej muzyki, od razu zakochałam się w piosenkach tego zespołu! Oczywiście dużo cytatów z utworów też się znajdzie! I to własnie one zachęciły mnie do poznania The Avett Brothers. Was również do tego zachęcam, bo dodaje on niesamowitego klimatu do całej książki i pomaga zrozumieć wiele ważnych kwestii.

   Książkę czyta się niezwykle szybko. Język nie jest kłopotliwy czy trudny, ale nadal pozostaje piękny. To samo tyczy się wierszy umieszczonych na kartach tej powieści, które nie raz doprowadziły mnie do płaczu, mimo banalnych i czasem śmiesznych słów. Oczywiście nic nie jest sztywne i oficjalne, ale słowa pięknie opisują to co dzieje się w głowie naszej Layken i jednocześnie doprowadzają do śmiechu i łez. Chyba zaczynam lubić styl pisania pani Hoover!

„Nie da się uciec do innego miasta, do innego miejsca, innego stanu. Przed czymkolwiek byśmy uciekali, to coś jedzie razem z nami. Zostaje z nami, dopóki nie znajdziemy sposobu, żeby się z tym zmierzyć.”

   Czy mogłabym tę pozycję polecić każdemu? Nie. Po pierwsze, jeśli się uprzeć, jest wiele lepszych romansów z lepiej wykreowanymi bohaterami i fabułą. Jednak nadal w tej książce jest coś oryginalnego co zachęca do dalszego czytania. Także wybór zostawiam Wam! Zaufacie mi i sięgnięcie po tę pozycję czy raczej sobie odpuścicie?
_________________________________________________________________________________

PS Do tych czekających na recenzję ostatniego tomu Dziewięciu żyć Chloe King! Niedługo pojawi się na blogu, jednak najpierw czeka Was tag! Ale spokojnie, recenzja jest w przygotowaniu :D

Buziaki :*

wtorek, 5 kwietnia 2016

Liebster Blog Award

Cześć i czołem!
Pewnie słyszeliście o LBA? Od dawna krąży po blogosferze więc zakładam, że tak! Ale dla tych co nie wiedzą, krótko wyjaśnię!



   „Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informując je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie można nominować osoby, która nominowała Ciebie”

   Nominację otrzymałam od Mileny, znanej jako Storm Wind z bloga KLIK za co bardzo jej dziękuję! ♥ Nie przedłużając, przejdę do pytań.

1. Co twoim zdaniem przyniesie największy sukces? Szczęście? Ciężka praca?
To chyba zależy od nas samych. We wszystkich lekturach szkolnych, filmach książkach, gazetach i innych tego rodzaju rozrywkach spotykamy zdanie Rób to co kochasz. Wiadomo, jeden uwielbia kopać rowy, proszę bardzo! Mimo ciężkiej fizycznej pracy odczuwa szczęście, bo robi to co lubi. Inna zaś osoba będzie interesowała się medycyną, z tym będzie wiązać swoją przyszłość. Wymaga to od niej pracy fizycznej, która też jest dosyć wyczerpująca. Nie da się jednoznacznie określić co jest potrzebne do sukcesu, bo składa się na niego wiele czynników! (Brzmi jak przepis na ciasta, prawda? :D)

2. Jak najczęściej spędzasz wolny czas?
Zaczęłabym od popularnych słów Ale ja nie mam czasu. Fakt, nauka depcze mi po piętach, kiedy tylko mogę odsypiam godziny poświęcone na siedzenie nad podręcznika, a mój umysł się wyraźnie przegrzewa. Wydawać się może, że jedynym wolnym czasem jest stanie w kolejkach, jazda środkami komunikacji miejskiej czy te chwile przed pójściem spać. Wtedy zwykle czytam książki, bo co innego mogę robić? Jednak zawsze staram się znaleźć w domu czasu, który mogę poświęcić dla siebie. Wtedy zwykle patrzę co się dzieje w świecie, oglądam telewizję lub odcinek jakiegoś serialu!

3. Jakiej muzyki słuchasz? 
Moje gusta muzyczne są bardzo zróżnicowane. Często słucham piosenek z lat 80. i 90. jak i rockowych zespołów z czasów obecnych. Jestem też wielką miłośniczką muzyki Country!

4. Czy masz jakiś ulubiony zespół muzyczny? Jaki?
No to mogłabym wymieniać... na wstępie muszę wspomnieć, że uwielbiam zespół 30 seconds to mars i Green Day. Często słucham właśnie tych dawnych zespołów typu Dżem czy Perfect. Co do Country, uwielbiam słuchać Brada Paisleya, Canaana Smitha czy Rascala Flattsa.

5. Czy okładka książki wpływa na twoją ocenę całości?
Nie oszukujmy się. Pewnie większość ludzi przechadzając się po księgarni, bierze w ręce pewną książkę, bo spodobał jej się grzbiet czy okładka. Ja robię bardzo podobnie, chociaż najczęściej mam już zaplanowane co kupić czy wypożyczyć, więc ani grzbiet, ani okładka, ani opis mnie nie interesuje w chwili kupowania! A jeżeli już, to zwykle patrzę na tytuł!

6. Jaki jest twój ulubiony książkowy gatunek?
No i tu pojawiają się schody. Nie umiem określić co lubię, ale to czego nie lubię! Na pewno odrzuca mnie sci-fi. Wszystko inne dam radę pochłonąć. Ostatnio jednak najbardziej zaczytuję się w książkach obyczajowych czy dramatach, przemkną się też romanse.

7. Jaka była ostatnio przeczytana książka, która czymś cię urzekła?
Było ich bardzo dużo, ale jeśli chodzi o tę ostatnią, to jest to Pamiętnik Nicholasa Sparksa. Recenzję znajdziecie tutaj: KLIK.

8. Czy lubisz podróżować?
Czy lubię? Pffff, co to za pytanie. Jak w zakładce O mnie widać, jest to moja największa pasja! :D

9. Gdzie chcesz jechać na wakacje? Dlaczego?
To dosyć kłopotliwe pytanie. Moja pierwsza odpowiedź brzmi, że moim wakacyjnym celem są tatry, a dokładnie Biały Dunajec! Od razu mówię, nie lubię gór. Chodzi tutaj bardziej o ludzi jakich tam poznałam, bo to oni mieli znaczny wpływ na to jaką jestem teraz osobą. Ale oczywiście chciałabym odwiedzić też Chorwację! A dokładnie miasto Senj. Tam odbyła się moja pierwsza dłuższa podróż za granicę i wiele wspomnień wiążę właśnie z tym miejscem! No i oczywiście panuje tam odpowiednia temperatura dla takiego zmarźlucha jak ja!

10. Czy jest taki film, do którego często wracasz i nigdy nie masz dość? Jaki?
Oczywiście, że Wszystko za życie! To samo tyczy się książki. Szczerze mówiąc, bardzo utożsamiam się z Christopherem i gdybym miała okazję go poznać kiedy jeszcze żył, myślę, że byłoby to najbardziej niesamowite przeżycie.
Drugim takim filmem jest polska komedia Tylko mnie kochaj. No błagam! Tego nie da się nie uwielbiać!
Będę również wracać do wszystkich filmów Tima Burtona oraz do filmu Never let me go.

11. Wolisz filmy zagraniczne czy polskie?
Żyjemy w takich czasach, że niestety trudno tutaj o jakiś dobry polski film, ale zdarzają się perełki! Oczywiście większość filmów, które oglądam wyszły z rąk zagranicznych twórców, ale bardzo szanuję i kiedy tylko mogę staram się oglądać nieco polskich rzeczy!

A teraz nie pozostało mi nic innego jak nominować moich ulubieńców i zadać pytania!

Nominuję:
1. Judytę z bloga House od Readers 
2. Marlenę z bloga Esencja dla duszy 
3. Natalię z bloga With coffee and books
4. Arysteę i Idalię z bloga Koło anonimowych książkoholiczek
5. Sophie Salvatore z bloga Książkomania czyli recenzje Sophie
6. Justynę z bloga Livingbooksx
7. Patrycję z bloga Magia książek
8. Klaudię z bloga Cmentarz Zapomnianych Książek
9. Patrycję z bloga W krainie absurdu
10. Martę Tusię z bloga Tusia, Książki i nie tylko
11. Volusequat z bloga Volusequat 

I pytania do nominowanych!
1. Czy zbyt wielka popularność książek odrzuca Cię od ich przeczytania?
2. Jakie ekranizacje okazały się lepsze od książek?
3. Jacy są Twoi ulubieni polscy pisarze?
4. Co sądzisz o ocenianiu książki po okładce?
5. Jaka była Twoja ulubiona książka w dzieciństwie?
6. Wolisz w książkach postacie męskie czy żeńskie? Dlaczego?
7. Kupujesz czy wypożyczasz książki?
8. Czytasz książki elektronicznie?
9. Od kiedy i dlaczego czytasz?
10. Ile czasu poświęcasz na czytanie?
11. Dopasowujesz różne książki do muzyki, która w jakiś sposób odzwierciedla jej klimat?

To by było na tyle! Jeszcze raz dziękuję za nominację i życzę powodzenia pozostałym molom książkowym! :D
Buziaki :*

niedziela, 3 kwietnia 2016

„Dziewięć żyć Chloe King: Uprowadzona” Liz Braswell

Hej hej!
Pamiętacie moje wzburzenie co do pierwszej części Dziewięciu żyć Chloe King? Jeśli nie, zapraszam TUTAJ. Wspomniałam, że brak akcji i sensu był wręcz odrażający. Dosłownie jak wątróbka, która w większości wywołuje okropne uczucie, jednak książkę ratowało ostatnie pięćdziesiąt stron i to właśnie one zachęciły mnie do dalszego czytania. Czy słusznie? No cóż...


   Po walce na moście Golden Gate, Chloe trafia do stada Mai, czyli ludzi takich jak ona... O ile można ich nazwać ludźmi. Jednak nawet ta kryjówka nie jest w stanie zapewnić jej odpowiedniego bezpieczeństwa. Bractwo Dziesiątego Ostrza zrobi wszystko, żeby dorwać ją w swoje ręce i zabić. Komu można zaufać?


   W kolejnym tomie zostajemy wprowadzeni nieco w mitologię egipską, poznajemy boginię Bastet i Sekhmet oraz trochę tradycji Starożytnego Egiptu. Mogłabym powiedzieć, że bardzo mi się to podobało, gdyby nie wyglądało to jak przepisane żywcem z podręcznika. A zapowiadało się tak dobrze. Mam wrażenie, że autorka skupiła się bardziej na popisaniu swoją wiedzą niż zainteresowaniu czytelnika.

Chloe nachyliła się i odwzajemniła pocałunek. Zimne szkło sprawiło, że nie mogła mu zrobić krzywdy.

   Muszę przyznać, że za czytanie zabrałam się z wielkim zapałem i chęcią. Niestety przeszło mi, kiedy do połowy nie działo się NIC. Ale, ale! Trzeba być wytrwałym, bo właśnie teraz następuje moment, który sprawia, że polecam wszystkim trylogię o nastoletniej Chloe King! Tak, dobrze słyszycie. Ja polecam wszystkim Dziewięć żyć Chloe King. Otóż, warto było przebrnąć przez nużące opisy i nic nie dające wydarzenia, żeby dotrzeć do sedna sprawy i niezwykłej akcji jaka rozgrywa się od połowy Uprowadzonej

   Druga sprawa. Bohaterowie niestety nadal pozostają szablonowi i schematyczni przez co bardzo przewidywalni i banalni. Główna bohaterka jest nadal prosta, a trójkąt miłosny jeszcze bardziej widoczny. Oczywiście kibicowałam nie temu, któremu powinnam i mam ochotę przyznać książce wielkiego minusa, ale to nie byłoby chyba sprawiedliwe. (Dla ciekawskich, Oczywiście #TeamBrian).

- Twoje usta są dla mnie trucizną, Chloe - powiedział z uśmiechem Brian, wiedząc, jak dramatycznie to zabrzmiało. - Twoje łzy, twój język, ślina i pot mogłyby mnie zabić.

   Wielki plus za mniej wulgaryzmów! Od razu mam wrażenie, że autorka pokazała swoje piękne słownictwo. Skoro jestem przy języku, muszę przyznać kolejnego plusa za porównania do moich ukochanych Opowieści z Narnii oraz Tima Burtona. Mam na myśli opisy, prawie niezauważalne, a dodały takiego świetnego klimatu! Zwłaszcza, że czytałam Uprowadzoną zwykle w autobusie wśród ludzi, którzy chcieli zabić mnie wzrokiem.

   Dzisiaj się nie rozpisuję, ale musicie wiedzieć, że jestem w dobrym humorze i naprawdę nie żałuję, że zdecydowałam się dalej kontynuować czytanie Dziewięciu żyć Chloe King. Jestem wdzięczna wydawnictwu Filia za opublikowanie książek pani Liz Braswell, a wszystkim serdecznie polecam tę serię. Mimo wielu wad, warto wytrwać do końca!

środa, 23 marca 2016

„Gwiazd naszych wina” John Green

Szesnastoletnia Hazel Grace ma raka. Oddycha przez aparat tlenowy, żyje w miarę możliwości spokojnie. Uczęszcza na spotkania klubu wsparcia dla młodych ludzi z nowotworem. To tam wszystko się zaczyna. Poznaje rok starszego Augustusa Watersa, do którego, jak można się domyślić, od razu poczuła miętę. Teraz mogłabym opisywać dalej, ale nie wiem jak... a właściwie to nie wiem co opisywać, żeby nie rzucać spoilerami na prawo i lewo.



              
Okay...
Kiedyś musiał nadejść ten moment.
Moment, w którym moje wszelkie nadzieje legną w gruzach...
Także witam Was w tym cudownym i (nie) wyczekiwanym poście!

   Mogę się założyć, że gdyby zapytać przypadkową osobę na ulicy o Johna Greena, każdy choć trochę by coś kojarzył. Nie oszukujmy się, ostatnimi czasy ekranizacje powieści tego autora podbijają światowe kino. Może wiecie, a może nie, ja pana Greena bardzo lubię, szanuję jego dzieła i będę do nich z przyjemnością wracać. Ale czy do wszystkich utworów mam ten sam wielki sentyment? No właśnie, o tym dzisiaj chcę Wam powiedzieć.


Wydawało się, że to było całe wieki temu, jakbyśmy przeżyli krótką, ale mimo to nieskończoną wieczność. Niektóre wieczności są większe niż inne.

   To może zacznę od początku. Spodziewałam się książki o życiu z chorobą, trudnościami losu, czegoś co naprawdę chwyci mnie za serce. Po raz kolejny potwierdza się teoria, że nie można mieć wszystkiego. Otrzymałam coś zupełnie przeciwnego. Zwykły romans z wątkiem nowotworu gdzieś z boku. Fani Gwiazd naszych wina mogliby się spierać, że jest zupełnie przeciwnie. Jednak gdyby się zastanowić, ta powieść bez tej całej nieszczęśliwej miłości byłaby o wiele lepsza. Oj nie, nie panie Zielony, zawiodłam się!

   Należą się jednak też gratulacje. Autor podjął niesamowite wyzwanie wcielenia się w nastolatkę z burzą hormonów! A efekt? No... Kochani panowie! Mam nadzieję, że Wasze wyobrażenia idealnych kobiet nie są tak irytujące jak wyobrażenie pana Greena. Pomijam fakt, że w obecnych czasach większość żeńskich postaci działa mi na nerwy, a Hazel znajduje się na początkowych miejscach tej listy. To samo tyczy się Augustusa. Zbyt idealny i przez to zbyt przeciętny. Zastanawia mnie co ma na celu zestawianie ze sobą idealnych i kochanych bohaterów z paskudną chorobą, umieraniem, lekarzami, szpitalami i innymi wrednymi pasożytami żerującymi na ludzkim życiu. 

Obawiam się, że pokłada Pani wiarę w niewłaściwej osobie - ale cóż, z wiarą zazwyczaj tak już bywa.

   Bardzo rozpaczałam przez przewidywalność wydarzeń. Nie czekałam na kolejny rozdział z nadzieją, że dowiem się czegoś nowego, ale na potwierdzenie moich teorii. Oczywiście w dziewięćdziesięciu procentach miałam rację. Nie mówię tutaj o sobie jako o największym jasnowidzu, ale o tym, że do książki przypisany jest pewien schemat, który znajduje się w większości książkach gdzie bohaterowie są bardzo chorzy, zakochują się w sobie i kolokwialnie mówiąc, tak w tym wszystkim gniją.

Na tym świecie jest tylko jedna rzecz okropniejsza niż umieranie na raka w wieku szesnastu lat, a jest nią posiadanie dziecka, które na tego raka umiera.

   Bardzo się cieszę, że wydawnictwo Bukowy Las wydaje książki Johna Greena i umożliwia wszystkim poznawanie jego twórczości. Tak, o Gwiazd naszych wina też mówię. Mimo wszystko, jest to dobra książka na jedną podróż, wieczór czy dzień w szkole. Na dłuższą metę wątpię, żeby się spisała.

wtorek, 15 marca 2016

„Dziewięć żyć Chloe King: Upadła” Liz Braswell



   Cześć i czołem!
   Ostatnio miałam małe kłopoty z laptopem, dlatego też przez weekend nie pojawił się tu żaden nowy post, ale za to przeczytałam kolejną książkę, o której chcę Wam dzisiaj co nieco opowiedzieć. Jednym z moich zdobyczy bibliotecznych była pozycja, którą upatrzyłam sobie już dawno temu, jednak parcia dużego niestety nie miałam. Wszechogarniająca motywacja mną zawładnęła, dlatego nie czekałam, ale od razu zabrałam się do czytania!

   Chloe King była najzwyklejszą nastolatką. Miała przyjaciół, masę chłopców wokół siebie, dorywczą pracę i matkę, z którą stale się kłóciła. W dniu swoich szesnastych urodzin, orientuje się, że jest coś nie tak... nawet bardzo nie tak. Przeciętny człowiek nie może przeżyć upadku z siedemdziesięciu metrów ze zwykłym zadrapaniem na głowie. W zasadzie... nikt nie jest w stanie przeżyć upadku nawet z piętnastu metrów. Chloe staje się zwinna, szybka i silna. Czy to tylko zabawa? A może niebezpieczeństwo czai się za rogiem?

   Pani Braswell ukończyła egiptologię i stąd właśnie tematyka i tytuł powieści. Jak wiadomo nie od dziś, koty w starożytnym Egipcie były czczone i najbardziej szanowane. W zasadzie to nawiązanie do mitycznej Bast, bogini macierzyństwa, radości i miłości, jak i do Basta, po prostu kota, który był świętością, zachęciło mnie do sięgnięcia akurat teraz po tę pozycję. Jak się okazało, pozory mogą mylić.

„Przechylił jej głowę i zamknął jej oczy. Następnie wytarł malutkie srebne ostrze w chusteczkę, przykucnął obok swojej ofiary i czekał. Kiedy się ocknie, zabije ją ponownie.”

   Nie oszukujmy się. Akcja opisana na kartach tej książki mogła być spokojnie zawarta w dwóch rozdziałach. Eh! Akcja to złe słowo, bo prawie jej tam nie ma, Do tej pory wydawało mi się, że każdy moment powinien w jakimś stopniu rozwijać fabułę. Jak widać pomyliłam się. Trzy czwarte całej „historii” mogłabym bez zastanowienia wyrzucić, pozostawiając ostatnie pięćdziesiąt stron, które sprawiły, że odzyskałam wiarę w Dziewięć żyć Chloe King, dlatego też mam nadzieję, że nie zawiodę się na kolejnych tomach trylogii.

   W wielu opiniach pozostałych czytelników, widziałam zachwyt Chloe. Widzieli w niej taką zadziorną, rozwydrzoną i na swój sposób niegrzeczną nastolatkę. Oczywiście lubię takich bohaterów. Właśnie, lubię. Ale jak tu coś lubić kiedy tego nie ma? Jeżeli poprzez pokazanie wcale nie tak wielkiego konfliktu matki z córką, autorka chciała ukazać ten cały bunt, to ja powinnam zacząć zastanawiać się nad drastycznym wzrostem złego zachowania większości młodzieży (bez obrazy dla większości młodzieży ☺).


„Znaleźli się naprawdę bardzo blisko siebie. Czuła zapach jego wody toaletowej, płynu do płukania tkanin z jego ubrania, pasty do zębów, szamponu, jego skóry i oddechu.

Czuła też Domestos i Ajax, ale stsrała się o tym nie myśleć.”


   Co to za książka młodzieżowa bez wątku miłosnego! Już w ciągu paru dni Chloe ma na swoim koncie trzech jakże przemiłych kawalerów, z czego jeden jest zupełnie niepotrzebny, drugi zapewne jest złym typem, który chce dopaść naszą bohaterkę, a trzeci pojawia się jako uroczy książę z bajki, mający na celu uratować swoją księżniczkę przed niebezpieczeństwem. Niestety książka skupia się tylko na spotkaniach i rozmowach, które nic nie wnoszą i może na paru pocałunkach w najdziwniejszych miejscach tylko po to, żeby się rozerwać.

   Na nerwy działał mi również język jakim posługiwała się autorka. Rozumiem chęć pokazania „rozwydrzonych” nastolatków poprzez używanie przekleństw i innych dziwnych słów, ale sama nie wiem dlaczego w książkach bardzo mnie to irytuje, zwłaszcza gdy powtarza się wiele razy. Co jak co, ale jest to literatura i szacunek do niej należy zachować! Nie mówię tutaj o celowych użyciach wulgaryzmów, które nadają sens danemu fragmentowi, ale o wciskaniu niepotrzebnych słówek między wypowiedzi bohaterów. To samo tyczy się narracji. Zdecydowanie lepiej czytałoby się, gdyby była ona w formie pierwszoosobowej. Jednak ten aspekt pozostawię bez komentarza.



„Chloe usłyszała za sobą jakiś dźwięk, jakby ktoś bardzo cicho odchrząknął. Zerwała się na nogi i odwróciła, przeświadczona, że zobaczy mordercę czy inne zagrożenie.

Było gorzej. Stała za nią matka.”


   Było krytycznie, dlatego dosypuję szczyptę pozytywnych słów! Dlaczego nie odłożyłam tej książki na półkę? Mimo wielu wad, nerwów i irytacji, czyta się ją bardzo szybko i bez większych problemów. Teraz z pewnością pojawia się pytanie Jak to możliwe? A no możliwe! Przebrnięcie przez całą powieść zajęło mi może dwa dni. Nie było żadnych trudnych wyrażeń, a wszystko było jak najbardziej zrozumiałe. Przyznaję dużego plusa za prostotę!

   Tak to już bywa, że krytyka zajmuje najwięcej miejsca w przeróżnych wypowiedziach. Nie będę mówić czy polecam Wam tę książkę czy nie. Sami powinniście zadecydować. Jednak nie chcę nikogo zniechęcać! To, że pierwszy tom trylogii nie spełnił moich wymagań, nie znaczy, że kolejne będą takie same! Trzeba być dobrej myśli i zawsze mieć motywacje! 

piątek, 4 marca 2016

„Pamiętnik” Nicholas Sparks

   Do twórczości Sparksa musiałam przekonywać się przez bardzo długi czas. Nie wiem czym było to spowodowane, ale romanse zwyczajnie mnie nie pociągały. Wiele razy buszowałam po bibliotece z kolejnymi książkami tego autora, jednak żadnej nawet nie zaczęłam czytać. Tym razem postarałam się bardziej zmobilizować i się udało. Teraz tego nie żałuję!


   Czy o pierwszej miłości można tak łatwo zapomnieć? Czy da się ją na zawsze wyeliminować z życia? Możliwe. Jednak jeżeli jest to najpiękniejsza i najprawdziwsza miłość, można po prostu wyrzucić razem ze wszystkimi wspaniałymi wspomnieniami? W tym przypadku będzie już trudniej. Prawdziwa miłość to uczucie, które w człowieku nigdy nie zgaśnie. Czasem może być bolesne, bardzo bolesne, ale zawsze okaże się piękne.

   Tytułowy pamiętnik ukazuje nam piękną historię dwojga zakochanych w sobie ludzi. Noah czyta ją starej kobiecie cierpiącej na chorobę Alzhaimera, jednocześnie wracając do najpiękniejszych lat swojej młodości. Wtedy to Allie zjawiła się w jego życiu i wywróciła je do góry nogami, już na zawsze zostawiając siebie w jego sercu.


„Kiedy człowiek się zakochuje, jego życie nieodwracalnie się zmienia i choćby nie wiedzieć jak się próbowało, to uczucie nigdy nie zniknie.”

   Jeżeli zapytalibyśmy kogoś o najlepsze romanse, z pewnością usłyszelibyśmy tytuły wielu dzieł Nicholasa Sparksa. Nic dziwnego. Przez lata zasłużył sobie na tytuł króla historii miłosnych, które czarują kolejne pokolenia. Wydany w 1996 roku Pamiętnik stał się fenomenem wśród wielu czytelników i fanów romansów. Uznany za jedną z najpiękniejszych powieści o miłości ostatniego dwudziestolecia, z pewnością jeszcze przez długie lata będzie cieszyć się popularnością, a karty tej powieści zmiękną od niejednej łzy.

   Noah i Allie to ludzie, którzy poznali się w młodości, jednak los chciał ich rozdzielić. Po wojnie spotykają się ponownie i tym razem uczucie rozkwita ze zdwojoną siłą. Szczerze mówiąc, nie wyróżniają się na tle większości książkowych bohaterów, ale za to ich miłość lśni oryginalnością i pięknem. Z początku fabuła wydawała mi się nieco pogmatwana, jednak wystarczyło parę stron, a nie mogłam oderwać wzroku od książki. Miałam wrażenie, że jest to luźna powieść o dwojgu ludzi, którzy są w sobie zakochani i pragną być razem bez żadnych zmartwień. Tak jak było to przewidywalne, pomyliłam się. Nie muszę chyba wspominać, że wylałam z siebie wiadro łez, a Pamiętnik pozostanie w moich sercu na bardzo długi czas?

„Zmierzch - uświadomiłem sobie wtedy - to tylko złudzenie, gdyż słońce jest albo nad horyzontem, albo za nim. A to znaczy, że dzień i noc łączy szczególna więź; nie istnieją bez siebie, ale też nie mogą istnieć równocześnie. Jak by to było - pamiętam, że pomyślałem - być zawsze razem, a mimo to nieustannie osobno? Patrząc wstecz, dostrzegam ironię losu. A ironia polega oczywiście na tym, że teraz już znam odpowiedź. Wiem, co to znaczy być dniem i nocą; zawsze razem i nieustannie osobno.”

   Przeczytałam tę pozycję w 2-3 godziny. Po prostu pochłonęłam, a właściwie to ona pochłonęła mnie w całości! Poczułam to czego brakuje mi w wielu innych książkach. Każdy opis krajobrazu, pokoju, osoby czy innych bytów i przedmiotów przepełniony był masą uczuć, porównań i wspomnień. Łatwiej wtedy wyobrazić sobie rozgrywającą się scenę z większym zapałem i uśmiechem na twarzy. 

   W 2004 roku powstała ekranizacja tej książki. Nie miałam jeszcze okazji jej obejrzeć, ale mam nadzieję, że wzruszy mnie tak samo mocno. Jestem przekonana, że klimat panujący w Pamiętniku trudno jest przenieść na ekran, ale nie można mieć wszystkiego. Z niecierpliwością czekam na wolną chwilę kiedy to z kubkiem gorącej herbaty i stertą chusteczek zasiądę do oglądania i na nowo zachwycę się piękną historią Noaha i Allie.

„Cisza jest święta. Zbliża ludzi, gdyż tylko ci, którzy się dobrze ze sobą czują, mogą siedzieć w milczeniu.”

   Gdyby w tej chwili ktoś zapytał mnie o najlepszy i niebanalny romans, na pewno odpowiedziałabym, że jest to Pamiętnik. To wielka motywacja do sięgnięcia po kolejne książki Nicholasa Sparksa. Myślę, że reszta tak samo zmusza do refleksji i przekazuje wiele wartości, a grono czytelników stale się powiększa!